Opowiadanie 03: Wprowadzenie (cz. 3)

Lekcja
Materiały

Cz. 3.

Właśnie wtedy, kiedy otworzyłem książkę na początku tego eseju i, wziąwszy do ręki ołówek z gumką, miałem właśnie przystąpić do usuwaniu śladów ingerencji Natalii, chcąc zetrzeć, ostatecznie wymazać kolejne jej podkreślenia i zapiski, coś mnie tknęło. Czy to było nagłe dotknięcie tkliwości powodowane wspomnieniem naszych siedmiu spędzonych wspólnie lat? Czy to jej specyficzny, trochę dziecinny, staranny charakter pisma, przywodzący mi na myśl list od niej, na który czekałem, a który nigdy nie nadszedł? W każdym razie coś mnie powstrzymało. Zamiast zetrzeć, zacząłem śledzić jej podkreślenia i notatki.

Niektóre fragmenty podkreślała podwójnie, w innych miejscach obwodziła poszczególne wyrazy, robiąc do nich na marginesie określone komentarze. Na stronie, którą właśnie czytałem, następujące zdania były podkreślone podwójnie (wyrazy wytłuszczone zostały przez Natalię dodatkowo wzięte w obwódkę):

„Gdy masz na widoku tak pociągający cel, czyż praca i wysiłek, jakiego on wymaga, wydają się kiedykolwiek uciążliwe i nieznośne? Wiedz, że wysiłek ten jest właśnie najważniejszym składnikiem szczęścia, do którego dążysz, i każda rozrywka wkrótce staje się nudną i nieznośną, gdy nie jest zdobyta trudem i pracą.”[1]

Od słowa wysiłek Natalia poprowadziła strzałkę na poprzednią, sto siódmą stronę tekstu, do innego wziętego w obwódkę słowa, „przywiązywać”, gdzie mowa o rozumie przywiązującego wagę do odpowiednich rzeczy. Na marginesie znajdowała się notatka Natalii: „Kluczowe elementy stoickiego myślenia magicznego. Do jakich książek miał dostęp pan Hume w swojej bibliotece?”.

Wertowałem dalej, przypominając sobie kolejne szczegóły niezwykłej, by ująć to delikatnie, teorii Natalii na temat antycznego stoicyzmu. Uparła się, dochodząc do tego na podstawie jakichś bardzo poszlakowych przesłanek, że w okolicach II wieku p.n.e. powstała osobliwa odmiana czy odłam stoicyzmu, określany różnie, przez późniejszych komentatorów zaś mianem „stoicyzmu magicznego”, który, na skutek historycznych zbiegów okoliczności, a może konspiracji, uległ całkowitemu zapomnieniu, a może celowemu wymazaniu. Pamiętam, że parę razy próbowała mi to tłumaczyć, przekonywać. Udawałem, że jej wierzę, bo ją kochałem, ale ona chyba mi nie wierzyła ani w jedno, ani w drugie. Wracała do swoich tekstów i je wertowała z zapamiętaniem. Była w  tym jakaś nuta szaleństwa.

Zacząłem przeglądać następny esej zatytułowany „Sceptyk”. Tutaj podkreśleń było znacznie mniej. Jedno z nich jednak było potrójnie i to z dodanym z boku olbrzymim wykrzyknikiem, jakby tutaj właśnie znalazła Natalia jakiś ważny dowód czy potwierdzenie jej teorii:

„Ale czegóż pragniesz więcej? Czyż przychodzisz do filozofa jako do czarodzieja, aby za pomocą swych czarów nauczył cię czegoś więcej, niż nauczy cię zwykła ostrożność i oględność?”[2]

Fragment ten opatrzyła Natalia następującym komentarzem: „Jest oczywiste, że ludzie przychodzą do filozofów po znacznie więcej. Czy to tylko retorycznie zastosowana fałszywa alternatywa? A może Hume coś wiedział, coś sugerował?”

Ale co mógł wiedzieć Hume? Jak to mam w zwyczaju, kiedy czytam czyjąś książkę, sprawdzam w dostępnych źródłach, jak wygląda jej autor lub autorka. Czasem też coś o nich czytam. Uruchomiłem przeglądarkę internetową w mojej komórce i wyszukałem wizerunek Hume’a. Korpulentny jegomość o zmysłowych ustach i ciepłym przenikliwym spojrzeniu. Wyczytałem, że przez jakiś czas pełnił funkcję bibliotekarza. Pisał dzieła historyczne. Musiał mieć dostęp do różnych ciekawych materiałów.

Tak jak średniowiecze miało swój kamień filozoficzny, tak starożytność miała według Natalii swój stoicyzm magiczny, czyli grupę filozofów, którzy, stosując zaawansowane techniki treningu mentalnego, uzyskiwali w ten sposób jakieś nadzwyczajne stany i kompetencje, niczym wschodni jogini, zadziwiając nimi otoczenie, zyskując miano magów. Ale czy istnieli naprawdę? A jeśli istnieli, to czy te stany, które uzyskiwali, były naprawdę nadzwyczajne? A może to były zwykłe sztuczki? Byli magami czy magikami? I wreszcie: komu miałoby zależeć, żeby wymazać ich istnienie z kart naszej historii?

Powtarzałem sobie te pytania bardziej dla rozrywki niż na poważnie, szukając w ten sposób chwilowej ucieczki od rozterki, a nawet konsternacji w związku z pracą badawczą Natalii i dalszymi losami zgromadzonych przez nią materiałów.

[1] David Hume. Stoik, czyli człowiek czynny i cnotliwy. W: Eseje. Przeł. T. Tatarkiewiczowa. Warszawa: 1955. S. 108.

[2] Dawid Hume. Sceptyk. W: Eseje. Op. Cit. S. 121.

0 komentarzy