Życie bez emocji?

W poprzednim wpisie wspomniałem o tym, że powszechne przekonanie o nieuchronności tak negatywnych, jak i pozytywnych emocji jest mitem z punktu widzenia stoików (także tych współczesnych). Człowiek nie musi doświadczać emocji, nie potrzebuje tego, w zasadzie to mu to szkodzi.

Sympatyzujący ze stoicyzmem renesansowy myśliciel, Michel de Montaigne, przytacza interesującą historię:

Antygon, powziąwszy miłość do jednego z żołnierzy za jego męstwo i dzielność, rozkazał lekarzom, aby go kurowali w długiej i wnętrznej chorobie, która dręczyła go od dawna; owóż spostrzegłszy po wyzdrowieniu, iż okazuje się o wiele leniwszy w polu, spytał, co go tak odmieniło i uczyniło tchórzem. ‘Ty sam panie, odpowiedział, uwolniwszy mnie od cierpień z przyczyny których za nic ceniłem sobie życie.

(Michel de Montaigne. Próby. Przeł. Tadeusz Boy-Żeleński. Kraków 2004. S. 259; II, 1)

Historia ta pojawia się w rozdziale zatytułowanym O niestałości naszych postępków. Kilka akapitów wcześniej Montaigne poddaje myśl taką:

 Naszym zwyczajnym postępowaniem jest iść za popędami chuci, na lewo, w prawo, w górę, w dół, wedle tego, jak wiatr sposobności nas nosi.

(Michele de Montaigne. Próby. Przeł. Tadeusz Boy-Żeleński. Kraków 2004. S. 258; II, 1)

Według Montaigne’a tym, co odmieniło żołnierza z przytaczanej przez niego historii, były w istocie emocje, uruchomił nadzieje, obawy, radości i udręki, zaczęło mu zależeć, zaczął mieć aspiracje, stracił wówczas nawet pozory wcześniejszej dzielności.

Współczesność wydaje się cała zatopiona w silnych emocjach. Codziennie spotykam ludzi, którzy są od emocji uzależnieni. Wydaje się, że całe dnie spędzają na poszukiwaniu nowych bodźców emocjonalnych, nowych okazji do ekscytacji, są emocjoholikami, w pracy, w domu, wciąż je zażywają, wciąż są pobudzeni, nie wybrzydzają, biorą każdą emocję, która się nadarzy: złość, zazdrość, ekscytację, nadzieję, rozczarowanie, rozpacz, zakochanie.

W takich okolicznościach nie sposób ani im, ani większości ludzi wyobrazić sobie świata bez emocji. Potwierdzają to współczesne badania psychologiczne. Człowieka jest istotą doświadczającą emocji. Ale jaki byłby rezultat badań, gdyby je przeprowadzić w społeczności alkoholików? Wykazałyby, że człowiek jest istotą, która ma zawsze jakiś poziom alkoholu we krwi. Uważam, że tak samo jest z emocjami.

Problem ze współczesnymi emocjoholikami jest taki, że oni rozsiewają emocje jak zarazki. Pozostali ludzie, ci mniej skłonni do silnego pobudzenia, padają ich ofiarą niczym bierni palacze, nie wiedząc, że można żyć inaczej, w harmonii i spokoju, rozważnie, refleksyjnie, w nastroju spokojnej i łagodnej radości. Jak to jest możliwe? O tym już w następnym wpisie.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur