Złudzenia emocjonalne

Śniło mi się jednej z ostatnich nocy, że się bardzo na kogoś rozgniewałem. Aż się przez to obudziłem. Ale kiedy już nie spałem, dalej czułem, że jestem rozgniewany. To mnie trochę skonsternowało. Przypomniałem sobie sytuację ze snu – przecież normalnie, tj. na jawie, nie rozzłościłoby mnie to. Na pewno nie aż tak. Skąd więc ta złość teraz?

Próbowałem na powrót zasnąć, ale bez powodzenia. Przewracałem się z boku na bok, wciąż trapiony jakimś niepokojem. Zacząłem przeglądać nachodzące mnie wrażenia i myśli, żeby ustalić przyczynę tego dziwnego stanu rzeczy. Zazwyczaj nie mam problemu ze snem i nie budzę się w nocy. Aż naraz odkryłem właściwą przyczynę. Wieczorem zjadłem, nieco bezmyślnie, słoną porcję orzeszków ziemnych przyprawionych w stylu meksykańskim. One to, będąc niezwyczajną dla mnie potrawą, zalegały mi teraz w żołądku. Jednocześnie uzmysłowiłem sobie, że nie gniew czuję, lecz niestrawność.

Przypomniałem sobie wówczas historię zrelacjonowaną w książce, którą niedawno czytałem. Autorką jest Lisa Feldman Barret, a książka poświęcona jest temu, jak powstają w nas emocje. Na początku jednego z rozdziałów, gdzie autorka wyjaśniała przygodny charakter wielu emocji, opisała doświadczenie sprzed wielu lat. Oto była na pierwszej randce z nowym znajomym. W trakcie spotkania coś poczuła, jakąś niechęć do mężczyzny. Uznała, że to intuicja jej podpowiada, że to nie jest dobra dla niej partia. Poczuła, że go nie lubi. Jednak na drugi dzień ciężko się rozchorowała na grypę i zrozumiała, że złe samopoczucie poprzedniego wieczora to nie przeczucie dotyczące nowego partnera, ale początek poważnej niedyspozycji zdrowotnej.

Rzecz w tym, że nasz umysł montuje emocje na podstawie ograniczonej ilości danych. Jesteśmy istotami, które szukają sensu naszych doświadczeń poprzez łączenie ich w spójne struktury. Źle się poczułem w nocy i mój śniący umysł, na podstawie ograniczonej ilości danych, podsunął mi prawdopodobną interpretację. Ponieważ w nią uwierzyłem, naprawdę poczułem gniew, co mnie skonsternowało i zmusiło do zbadania siebie.

Podobne doświadczenie miałem wiele lat temu. Jechałem samochodem i czułem, że potrzebuję odświeżyć oddech, sięgnąłem do schowka w podłokietniku po znajdujące się tam, zostawione przez żonę, cukierki. Po chwili poczułem, że zaczyna mnie brać przeziębienie. Naprawdę zacząłem się gorzej czuć. Aż w pewnej chwili uzmysłowiłem sobie, że ssane przeze mnie cukierki smakują bardzo podobnie do tabletek, jakie stosowałem na ból gardła. I to podobieństwo smaku mój umysł skojarzył z symptomami chorobowymi, które właśnie dlatego istotnie odczułem.

Jak wiele z tego, co odczuwamy, wynika z błędów interpretacyjnych naszego działającego automatycznie umysłu? Jak wiele z nich jesteśmy w stanie skorygować dzięki uważnemu badaniu siebie?

 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur