Rozpoczęły się wakacje, a więc okres, w którym wielu z nas szuka wytchnienia, czasem zapomnienia, niekiedy odreagowania, a nawet zatracenia. Przedsięwzięcia takie nie zawsze kończą się dla nas dobrze, nawet jeśli nie od razu uświadamiamy to sobie. Dlatego, szykując się na wakacje, warto pamiętać o kilku pożytecznych zasadach zabezpieczających nas przed szkodami czasu wywczasów.

Pierwszą zasadą, jaką znajdujemy u Seneki, jest to, że należy pamiętać, iż uciekając od problemów, zazwyczaj ich źródło zabieramy ze sobą. Tym źródłem jesteśmy my sami. Na nic się nie zda ucieczka w głuszę, eskapada do miejsc egzotycznych, jeśli to, od czego chcemy się uwolnić, co nam przysparza zmartwień, siedzi w naszej głowie. Zamiast więc impulsywnie planować brawurową wyprawę, lepiej jest zastanowić się dobrze, co nas najbardziej w codziennym życiu męczy i wykorzystać czas wakacji do tego, żeby nad tym popracować, lepiej zrozumieć siebie, nauczyć się radzenia sobie z różnymi swoimi ograniczeniami. W ten sposób czas urlopu spędzimy naprawdę efektywnie. Jeśli tego nie zrobimy, to ledwie tydzień po powrocie z urlopu będziemy się czuli tak zmęczeni, jak tuż przed wyjazdem.

Zasada druga, którą zaleciliby nam wszyscy stoicy, to nie rezygnować z „pakietu kontrolnego”. Podczas urlopu spotkać mogą nas rzeczy nieprzyjemne i niebezpieczne, także, a czasami nawet zwłaszcza wtedy, łatwo stajemy się zakładnikami najprzeróżniejszych emocji. Dlatego również w tym okresie warto praktykować przegląd siebie (rachunek sumienia), ćwiczyć właściwy dystans do naszych planów, oczekiwań i możliwych przeciwności, jakie mogą nas spotkać, zachować uważność, troszczyć się o dobre relacje z innymi ludźmi. Bardzo często podczas urlopu niejako „spuszczamy samych siebie ze smyczy”, co nie daje jednak realnego odpoczynku, często wręcz przeciwnie i ostatecznie wracamy do pracy, żeby wreszcie odpocząć od szaleństw wakacyjnych.

Jako zasadę trzecią proponuję przewietrzenie aksjologicznych szaf. Mam tu na myśli nasze przekonania i wartości. W wirze codziennych wyzwań, zadań i problemów zazwyczaj następują drobne przesunięcia w obszarze naszych przekonań, ideałów, jakie nam przyświecają, tego, co uważamy za słuszne. Często tego nie zauważamy, nie mamy czasu, żeby się tym zająć. Wakacje to naturalny czas, żeby sprawdzić, jak się mają nasze wartości i przekonania. Warto więc poświęcić czas na to, żeby się im przyjrzeć. Pobudką może być jakaś zmuszająca do myślenia książka, przez którą ambitnie przedzieramy się przez kolejne tygodnie. Raz pobudzone procesy myślowe rychło wydobywają na wierzch ukryte niespójności.

Jako zasadę czwartą wreszcie proponuję jakąś wersję treningu dobrowolnego dyskomfortu. Na co dzień do bardzo wielu rzeczy się przyzwyczajamy, traktując je jako coś oczywistego. Efekt tego jest dwojako szkodliwy. Po pierwsze przestajemy doceniać to, co mamy, bo sądzimy, że nam się to należy. Po drugie stajemy się bezbronni wobec utraty tego w naszym życiu, narażając się na niepotrzebne silne cierpienia w przyszłości. Warto więc zrezygnować z części luksusu albo dobrobytu elektronicznego, czy z czegoś innego, bez czego na co dzień trudno byłoby nam się obyć. Dzięki temu mamy szansę pomocować się trochę z samymi sobą, zobaczyć nasze oblicze, prawdę o nas samych w trochę innym świetle. Ja co roku wybieram się na przykład na spływ kajakowy z nocowaniem w namiotach, z dala od cywilizacji, jej wszystkich technicznych, w tym elektronicznych udogodnień.

Nie wyobrażam sobie, żeby wakacje zorganizowane zgodnie z tymi czterema zasadami mogły okazać się nieudane. Proszę spróbować!