Zakochanie jako choroba umysłowa, czyli stoicyzm z okazji walentynek

Z olbrzymiej gamy możliwych stanów afektywnych człowieka jedna ich podgrupa cieszy się współcześnie szczególnym zainteresowaniem – jest to podgrupa emocji. Wśród nich niektóre są wyjątkowo niepożądane (stres, rozpacz, zazdrość), inne wręcz przeciwnie, cieszą się nie tylko wielkim uznaniem, ale nadto stanowią część standardu czy wyznacznika dobrego życia. Do tej ostatniej grupy należy celebrowany 14 lutego stan zakochania.

 

Współczesnemu człowiekowi zakochanie nie tylko się przydarza, jak wiele innych emocji, nie tylko jest to stan akceptowany i godny pożądania, jest on przede wszystkim wymagany, narzucany oraz stymulowany. Od najwcześniejszych lat naszego życia, w kreskówkach i przekazie kulturowym, jesteśmy stale bombardowani symbolami religii uniesień miłosnych. Odnalezienie drugiej połówki (tej jedynej i tego jedynego), model pierwszej prawdziwej miłości, „motylki w brzuchu”, niemożność życia bez ukochanej lub ukochanego, obraz tragicznej miłości, motyw „i żyli długo i szczęśliwie”, dramat zdrady – te i wiele innych konstrukcji otacza nas na każdym kroku, nie odstępuje nas, brutalnie kształtując nasz rozwój emocjonalny. Jesteśmy skazani na zakochiwanie się, na uniesienia miłosne, oczekuje się tego od nas, usprawiedliwia się głupoty, jakie w imię miłości robimy – wręcz lękamy się nie zakochać, wiedząc, czując, że deficyt zakochania w naszym życiu oznacza, iż zostanie ono zaklasyfikowane do kategorii żywotów nieudanych, marnych, a my spotkamy się z przejawami współczucia, a może nawet podejrzliwości.

A przecież taka rola zakochania jest, historycznie rzecz biorąc, stosunkowo nowym zjawiskiem – to wynalazek wieku dziewiętnastego, obmyślony jako forma rozrywki dla dysponujących nadwyżką wolnego czasu beneficjentów rewolucji technologicznej. Wokół zakochania zbudowany jest przemysł muzyczny, filmowy i jubilerski. Wydaje nam się, że to naturalny i konieczny element życia. Podczas gdy zakochanie jest formą odurzenia, zaburzenia umysłu, pod jego wpływem podejmujemy nieracjonalne decyzje, zaczynamy się źle odżywiać, źle spać, snuć niedorzeczne fantazje na temat przyszłości.

Tymczasem już Arystoteles uczył, a stoicy to podjęli, że prawdziwą i jedyną podstawą udanego związku jest przyjaźń oparta na wspólnocie wartości i szacunku. Nie potrzebujemy do tego ani uniesień, ani ekstaz, ani szumnych deklaracji, powiększania biustów, ust, pompowania bicepsów. Dwoje dojrzałych i odpowiedzialnych ludzi podejmuje decyzję o budowaniu wspólnego życia w oparciu o pewną grupę wartości. Nie zdradzają się, bo wierzą w te wartości, trwają na posterunku, bo te wartości wyznaczają sens ich życia. Tymczasem zakochanie jest nieprzewidywalne, sterowane przez hormony, zmienne, łatwo zmienia obiekt zainteresowania. Przemija, napełniając nas dziwną tęsknotą, która nie jest brakiem treści, lecz głodem narkotykowym.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur