Wartość procesu

Grupa warszawskich sympatyków stoicyzmu spotykająca się pod szyldem Stoickiego Klubu Polemicznego poprosiła mnie o wzięcie udziału w spotkaniu poświęconym stoickiej teorii dobra i wartości. Od razu pomyślałem o prostym stosowanym współcześnie rozróżnieniu na procesy i cele.

Niedawno rozmawiałem zznajomą, z którą uczestniczę w realizacji pewnego doniosłego dla nas obojga przedsięwzięcia. Znajoma zwierzyła mi się z frustracji, jaką odczuwa w związku z tym, że nasz projekt znajduje się ciągle w powijakach. Zdziwiło ją przy tym, że ja podobnego stanu nie doświadczam. Wyjaśniłem jej, że dla mnie ważniejszy jest proces niż cel, do jakiego prowadzi. Spytała wtedy: 

– Jak to? To nie męczy cię tkwienie w takim stanie zawieszenia? 

– A czyż wszyscy ludzie nie znajdują się w podobnym położeniu? Czyż wszyscy nie tkwimy cały czas w stanie zawieszenia? – odpowiedziałem jej przewrotnie. 

– Nie rozumiem. 

– Na wszystkich nas tak samo czyha śmierć. Wszyscy w podobny sposób żyjemy w niewiedzy, co nam los zgotuje. 

Jasne, że moja odpowiedź w postaci bardzo uproszczonej i odrobinę brutalnej wersji melete thanatou, była przerysowana i do zwykłej rozmowy zawodowej nieco nieprzystająca. Czasem jednak potrzebujemy spojrzeć na naszą sytuację z całkowicie odmiennej perspektywy, żeby zrozumieć schematy, których jesteśmy zakładnikami. 

Takim schematem jest zaś nasz stosunek do obieranych przez nas celów życiowych i zawodowych. Wybieramy cele, którym przypisujemy wartość, następnie zaś od ich realizacji, ze względu na te wartości właśnie, uzależnione jest nasze samopoczucie, poziom szczęścia czy frustracji, zadowolenie ze swojego życia. Tymczasem ta realizacja nigdy nie jest od nas w pełni zależna, bo nikt nie kontroluje splotu wszystkich zdarzeń. Frustracja jest zatem nieuchronna. 

Stoicy odkryli tymczasem, że dobro można, a nawet należy lokować gdzie indziej, nie w celach, jakie sobie obieramy, ale w samym procesie życia, w jakim, realizując te cele, uczestniczymy. Prawdziwa wartość, jej kwintesencja, którą stoicy nazywali dobrem, wyraża się w stopniu realizacji naszego człowieczeństwa – czyli właśnie w jakości procesu naszego życia. 

Kiedy nasz dzień przebiega dobrze? Nie wtedy, gdy udaje nam się dopiąć naszych celów, osiągnąć sukces na tym czy innym polu, zyskać uznanie w oczach bliźnich, zdobyć prestiżową nagrodę. Jeśli za cenę realizacji tych celów jesteśmy narażeni na frustrację, niepokój, gorycz, wybuchy gniewu, to w oczach stoika taki dzień nic nie jest wart. Za udany można go sobie poczytywać, jeśli umieliśmy, wbrew wszelkim okolicznościom, zaśmiać się beztrosko i pełną piersią, cieszyć się każdą chwilą refleksyjnego życia, dochować wierności swoim ideałom, nie ugiąć się pod presją, być przyjaznym i serdecznym dla ludzi, i to wszystkich ludzi, bez względu na to, jak nas traktują, odczuwać głęboką wdzięczność do świata za sam fakt istnienia. Oto jest waluta, jaką stoik rozlicza się wieczorem z minionego dnia, oto rodzaj bogactwa, jaki się dla niego liczy, wszystko inne to rama, dodatek, ozdobnik. Udało mi się dopiąć ważnego celu? To ozdobnik na ramie. Poniosłem spektakularną porażkę? To rysa na ramie. Ważne jest to, co w środku, ważna jest treść malowidła. 

Oto stoicka teoria wartości. 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur