Transakcje lęku

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku polski psycholog eksperymentalny Józef Kozielecki badał procesy decyzyjne człowieka. Jednym z przedmiotów jego zainteresowań było to, jaki stosunek zachodzi między porażką a sukcesem. Z zaskoczeniem odkrył, że człowiek potrzebuje proporcjonalnie więcej doświadczeń, które ocenia pozytywnie, żeby zbilansować liczbę niepowodzeń. W tamtych czasach był to mniej więcej stosunek 1:3, co znaczy, że jeśli człowiek zgubiłby sto złotych, to żeby czuć podobny stopień zadowolenia, co przed tym niefortunnym zdarzeniem, powinien znaleźć jakieś trzysta złotych. Jeśli zaś znajdzie sto złotych, a zaraz potem je zgubi, będzie niezadowolony, jego nastrój będzie znacznie gorszy niż gdyby ani nic nie znalazł, ani nic nie gubił.

Zasada ta dotyczy wszystkich wymiarów egzystencji człowieka. Posłużyłem się bardzo materialnym przykładem, żeby unaocznić proporcje. Nie dysponuję aktualnymi danymi, ale moim zdaniem, co stwierdzam na podstawie obserwacji zachowania otaczających mnie ludzi, proporcje ustalone przez Józefa Kozieleckiego uległy znaczącej zmianie. Z każdym współczesnym pokoleniem wzrasta ilość doznań pozytywnych niezbędnych do zrównoważenia doświadczenia ocenianego negatywnie. Dotyczy to zwłaszcza obszaru zmysłowego (przyjemność – przykrość), materialnego (zysk – strata), społecznego (aprobata – dezaprobata, miłość – nienawiść, podziw – pogarda), wyczynowego (sukces – porażka, osiągnięcie – niedociągnięcie) i, ale to już w nieco mniejszym stopniu, intelektualnego (zrozumienie – niezrozumienie, wiedza – niewiedza).

W każdym z przedstawionych tu obszarów człowiek potrzebuje znacznie więcej plusów niż minusów, żeby zachować równowagę. Ponieważ zaś uzyskanie plusów jest równie prawdopodobne, co uzyskanie minusów, człowiek współczesny żyje w stałym napięciu, stresie, deficycie plusów, co jest moim zdaniem jednym z głównych powodów współczesnej epidemii nerwicy i jej pochodnych, takich jak depresja.

Skąd wszakże bierze się ta niekorzystna proporcja? Dlaczego na jedno słowo krytyki potrzebujemy, dla równego rachunku, co najmniej pięć słów pochwały? Dlaczego jedną porażką musimy sobie koniecznie powetować pięcioma sukcesami, inaczej ta porażka żyje w nas i nas znieważa? Sądzę, że jest to efekt konstrukcji zachodniej kultury, zbudowanej na micie postępu, stałego przyrostu gospodarczego, sukcesu, ciągłego i coraz doskonalszego opanowywania rzeczywistości za pomocą instrumentów technologicznych. Zostaliśmy wychowani w atmosferze presji sukcesu i penalizacji porażek.
Jakże to krótkowzroczne! Czyż zapomnieliśmy, że samo nasze istnienie zawdzięczamy sukcesowi natury, którego prawdopodobieństwo jest jeden na milion? Zsumujmy nieprawdopodobieństwo pojawienia się życia organicznego, następnie istot myślących, następnie trwanie, z pokolenia na pokolenie, moich przodków, tak że wreszcie mogłem powstać ja, ów osobliwy twór, skutek kosmicznego zbiegu okoliczności. Wszyscy wygraliśmy na loterii. Ale już się tym nie zadowalamy – odrzucamy wygraną z każdym sukcesem.

Nauczmy się wreszcie, że człowiek może znieść wszystkie minusy samym jednym plusem własnego niezwykłego istnienia.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur