Terror spektaklu

Cokolwiek tu napiszę na temat filozofii, duchowości, praktykowania stoicyzmu, jakiekolwiek nadzwyczajne sekrety czy recepty na szczęście bym wyjawił, to i tak marne szanse, że taki wpis zyskałby więcej lajków na Facebooku niż niemal dowolny krzykliwy obrazek, coś żartobliwie demonstrujący.

Żyjemy w czasach, w których najbardziej nawet wyrafinowana treść przedstawiona w postaci tekstu nie może konkurować z obrazami i dźwiękami. Ale przecież nie piszę niczego nowego.

Wydaje mi się, że pod pewnym względem nowy jest swego rodzaju przymus uczestnictwa w rozrywce – terror spektaklu. Niedawno spotkałem się z moim młodszym o 9 lat bratem Michałem Mazurem. Obaj urodziliśmy się przed elektroniczną rewolucją, a więc nie jesteśmy, jak to się dzisiaj ładnie mówi, „cyfrowymi tubylcami” (określenie ukute przez Manfreda Spitzera), dlatego niektóre rzeczy niezmiennie nas obu dziwią. Michał, który tak jak ja też woli czytać niż oglądać (może za parę lat wstyd się będzie do tego przyznawać), zwrócił mi uwagę, że coraz trudniej znaleźć w internecie zwykłe instrukcje pisane, tłumaczące działanie tego czy tamtego. Zamiast tego wszędzie pełno tutoriali wideo, w których ich autorzy demonstrują przeplecione żarcikami i efektami specjalnymi wszelkiego rodzaju wprowadzenia i instrukcje obsługi. Michał narzekał, że odrzuca go i męczy ten nachalny element rozrywkowy tych filmików.

Istotnie ciężko jest dzisiaj normalnie uczestniczyć w życiu, nie będąc nieustannie narażonym na atak obrazów, dźwięków, żartów i przewrotnych suspensów. Nawet najbardziej mozolne operacje czy poważna wiedza przedstawione są w oprawie barwnego spektaklu, oszałamiającego zmysły. Przez reklamy, spoty wyborcze, podcasty, tutoriale, serwisy informacyjne z każdej strony i w niemal każdej sytuacji jesteśmy rozśmieszani, rozbawiani, dezorientowani, na przemian podniecani i straszeni niczym małe dzieci w cyrku. I o ile nie zdecydujemy się na życie w jakiejś rygorystycznej ascezie elektronicznej (narażając się na utratę dostępu do kluczowych dla normalnego funkcjonowania informacji), nasze uczestnictwo w spektaklu staje się nieuchronne.

Jedyne rozwiązanie to znaleźć sobie, na wzór Marka Aureliusza, schronienie wewnętrzne, rozwinąć zdolność wycofania w głąb samego siebie, dostępną nawet pośród największego zgiełku. Jednak taka operacja wymaga treningu, na który składa się co najmniej okresowa asceza elektroniczna oraz powściąganie potrzeby pobudzenia, szybkiej podniety. Żeby wejść w siebie, trzeba wyjść z nurtu doznań, co dla wielu współczesnych ludzi jest niemal tak trudne jak wychodzenie z uzależnienia alkoholowego. Pozostają więc skazani na terror spektaklu.

No i ciekaw jestem teraz, ile lajków na Facebooku dostanie taki wpis. Stawiam, że 13.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur