Tęczowe kowboje

Mój przedłużający się urlop w Przeciętnostanie spotkał się z żywą reakcją nadaktywnych części mojej osobowości. Nie dalej jak wczoraj otrzymałam od nich następującą depeszę: 

Nadano w UP: Ekstremistan 

Nr telegramu pocztowego: 1_08_2018 

Data i godz. nadania: 21.08.2018; 23:59 

Przyjęto w UP: Przeciętnostan 

Data i godzina przyjęcia: 22.08.2018; 9:00  

NADAWCA 

LARA, BOSTONKA, FRANCUZA, 

ul. Rajska 888, Ekstremistan 

26-200, Ekstremistan 

ADRESAT 

JOLANTA 

ul. Północna 39, Przeciętnostan 

59-540, Przeciętnostan 

TREŚĆ TELEGRAMU: 

JOLKA! NIE SIEDŹ W DOMU! NIE BĄDŹ STARA! W DOMU LUDZIE UMIERAJĄ! PRZYJEŻDŻAMY W WEEKEND! BĘDZIE IMPREZA! Francuza, Lara, Bostonka 

Zaskoczenie uruchomiło mi w głowie winyl z utworem Lao Che „Czarne kowboje”… 

No to, pomyślałam, parafrazując tekst piosenki, jadą… siostrzyczki moje, jadą… tęczowe kowboje… w pistoletach mają… histeryczne, imprezowe nastroje… 

Przygniotły mnie wspomnienia. Kolorowe klisze zaczęły pulsować stroboskopowo. Co to będzie, pani kochana, kiedy one wszystkie tu przyjadą? Rozpanoszą się, ambarasu narobią, wszystkiego zażyczą sobie bardziej, wszystkiego podwójnie! 

JOLANTA W WERSJI „LARA CROFT”: Podróżniczka, harda panna bez instynktu samozachowawczego, kochająca włóczęgę bez celu, żeglowanie w największy sztorm, noce w górach bez mapy, kompasu i czołówki. Wielbicielka mgieł, torfowisk i leśnych gęstwin. Owładnięta pędem, sztachająca się przygodą do ostatnich mdłości.  

JOLANTA – „BOSTONKA”: Niezłomna sportsmenka, nazwana na cześć Kathrine Switzer, pierwszej kobiety, która ukończyła maraton w Bostonie. Wyznaje sport ortodoksyjny. Półmaraton pogania maratonem, triathlon przebija trialem górskim. Jest bardzo skupiona na celu, niewiele spraw wybija ją z reżimu treningowego, na pewno nie kontuzje kolan. 

JOLANTA zwana „FRANCUZĄ”: Koneserka kuchni francuskiej i czerwonego wina ze skłonnością do wydawania 2/3 miesięcznej pensji na jedzenie w modnych, stołecznych knajpach. Mistrzyni snobistycznych dysput o głębi smaku, kompozycji dania na talerzu i teksturach produktów. Przewrotna! Kilka lat temu wydała ostatnie pieniądze na piąty kurs kulinarny u Kurta Schellera pod tytułem „Obróbka mięsa”, a następnie została wegetarianką. 

Realna perspektywa utraty „życia powolnego” poddenerwowała mojego wewnętrznego, ironicznego obserwatora świata.  

– Nie możesz tego tak zostawić Jola – perorował – jeżeli pozwolisz im przejąć głowę, to koniec z porannymi medytacjami, jedzeniem smażonych ziemniaków prosto z patelni i „emeryckim” joggingiem w lesie. ZERO CZASU NA „BYCIE”, Z E R O, ROZUMIESZ? TYLKO „ROBIENIE”! 

Szybko do mnie dotarło, że nadciągająca klęska urodzaju wymaga oprysku z radykalnego stoicyzmu. Potrzebowałam autorytetów skrajnych. Numer jeden: Muzoniusz Rufus, piewca prostoty. Odradzał zbytnie supłanie rzeczywistości. Sądził, że możemy walczyć z przeciwnościami losu, odnosząc się do kilku podstawowych zasad. Nawoływał do skupienia się na celach podstawowych. Numer dwa: uczeń Rufusa – Epiktet, który zalecał metodę „przechyłu” na uciążliwe przyzwyczajenia. W momentach, w których zgubny nawyk powoduje przechylenie życiowej łodzi, należy mocno wychylić się w stronę przeciwną, zbudować kontrnawyk, co spowoduje przywrócenie równowagi. 

Przewertowałam stoicki kodeks, zarzuciłam cumę na punkt brzmiący: Wybieraj to, co zgodne z Twoją hierarchią wartości. Nie sprzeniewierzaj się sobie. Trwonisz wtedy to, co najcenniejsze i… przeniosłam balast na przeciwległą burtę. 

Odpisałam: 

TREŚĆ TELEGRAMU: 

WPADAJCIE! MAM DLA WAS DWUDNIOWYE BILETY NA REALITY SHOW O BUDOWIE GNIAZDA SÓJEK, MIESZKAJĄCYCH NA OKOLICZNYM DĘBIE. CZEKAM Z HERBATĄ. Jola 

 Przyjadą??? 

 

 

 

Komentarze

Autor:

Jolanta Księżak
Jolanta Księżak