Sokrates, twój prywatny coach

Stoicy są spadkobiercami tradycji antycznej Grecji, w dużej mierze inspirowali się filozofią Sokratesa. Jak przypomina Tomasz Mazur w 3 odcinku swojego podcastu, w pewnym momencie stoików nazywano wręcz „sokratykami”.

To, co stoicy, także my współcześni, zawdzięczamy temu ateńskiemu filozofowi, to propagowanie koncepcji „troski o samego siebie”, czyli epimeleia heautou (łac. cura sui). Pod tym tajemniczym pojęciem kryje się cały zestaw poglądów, czy też codzienna filozofia, która była nieodłącznym sposobem myślenia, czymś głęboko wbudowanym w kulturę antycznych greckich polis. Paradygmat, który podpowiadał obywatelom Aten: powinieneś zajmować się sobą i troszczyć o siebie, nie wolno ci o sobie zapomnieć. To pielęgnowanie „siebie” rozumiano oczywiście w kontekście duchowym. Sokrates lokował „siebie” w obszarze tego, co my współcześnie nazywamy stanami wewnętrznymi. Dzięki trosce o siebie, znajdywaniu czasu dla siebie samego, człowiek mógł nie tylko rozwijać swój duchowy potencjał, ale także doskonalić te cnoty, które sprawiały, że stawał się lepszym obywatelem. A więc mógł działać na rzecz społeczności własnego polis, rozpocząć karierę polityczną i w teorii przysłużyć się, działając na rzecz większego dobra. Tak jak wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów mojego bloga, najbardziej pociągającą ścieżką kariery dla arystokratów zamieszkujących greckie polis, była kariera polityczna oraz wojskowa. Nikt nie zajmował sobie głowy takim błahostkami (przynajmniej deklaratywnie) jak celowe zarabianie pieniędzy.  

W ten model funkcjonowania społeczeństwa wpisywał się także ówczesny „model edukacji”, a raczej wychowania. Oto ówczesna kasta arystokracji, rządząca polis, wysyłała swych synów do filozofów, polityków, generałów, aby objęli oni ich swym mentorskim parasolem i przygotowali do skutecznego i sprawiedliwego rządzenia innymi obywatelami. Samo słowo „mentor” pochodzi wszak z „Iliady”. Imię to nosił syn Heraklesa i Asopis, przyjaciel Odyseusza, któremu władca Itaki zostawił w opiece swą piękną żonę Penelopę, kiedy wyruszył na wojnę pod Troję. 

Ten model edukacji przez obcowanie z mentorem, świetnie obrazuje dialog „Alkibiades” Pseudo-Platona. Oto do młodego ateńskiego arystokraty Alkibiadesa, który sposobi się do rozpoczęcia kariery politycznej, przybywa jego przyjaciel Sokrates. Zaryzykuję stwierdzenie, że mamy tutaj do czynienia z pierwszym w historii opisem procesu, który dzisiaj w pewnym sensie nazwalibyśmy „coachingiem” (oczywiście uwzględniając ówczesne realia). Alkibiades jest niepewny siebie, zagubiony, waha się. Powiedzielibyśmy dzisiaj, że nie wie, jak pokierować swoją karierą. Sokrates stosuje na swoim wychowanku autorską technikę, którą dzisiaj nazywamy metodą dialektyczną. Zarzuca młodego Alkibiadesa pytaniami, wytrąca go ze strefy komfortu i każe szukać odpowiedzi, podrzuca mimochodem pewne tropy, ale zmusza do odpowiadania na pytania, aby uczeń sam odnalazł wyjście z sytuacji.  Naprowadza Alkibiadesa na kluczową kwestię, pyta go: czy chcesz oto rządzić Atenami? Aha, a więc myślisz, że masz do tego umiejętności? Czy myślisz, że jesteś wystarczająco silny, aby pokonać wrogów? Czy jesteś gotów walczyć ze Spartą i Persami? Czy masz te wszystkie wymagane umiejętności, bogactwa i przede wszystkim stosowne wychowanie? A kiedy zbity z tropu Alkibiades nie wie, co odpowiedzieć, Sokrates podpowiada: no cóż skup się trochę, przyjrzyj się temu, czym jesteś, popatrz, jakie otrzymałeś wychowanie, zrobiłbyś dobrze, gdybyś poznał trochę samego siebie. To wszystko, aby zachęcić Alkibiades do zastanowienia się nad sobą i dojścia do tego, do czego naprawdę jest zdolny, oraz do tego, jak zmierzyć się z wyzwaniami, gdy już obejmie władzę nad polis.  W kluczowym momencie puentuje:  

Cóż więc? Czy możemy wiedzieć, która umiejętność robi lepszymi nas samych, nie wiedząc, czym właściwie sami jesteśmy?”   

Pseudo-Platon. Alkibiades I. 129a.  

I kiedy Alkibiades nie za bardzo wie, co odpowiedzieć, Sokrates dodaje: 

„Jednakże, Alkibiadesie, bez względu na to czy to jest łatwe, czy nie, sprawa tak się nam przedstawia: poznając samych siebie, tym samym poznamy, jak mamy dbać o siebie (…)” 

Tamże. 

Sokrates zdradza swojemu uczniowi, że drogą zaopiekowania się sobą jest wykonanie wcześniejszej pracy mającej na celu poznanie siebie. Co dokładnie miał na myśli i jakimi technikami Sokrates operował w celu spełnienia tego zadania, o tym napiszę w innym, obszernym odcinku. 

Natomiast wracając do istoty troski o siebie, Sokrates pragnie, aby młody arystokrata odpowiedział sobie na pytanie, jaki jest sens dbania o siebie samego. I przede wszystkim, aby zrozumiał, czy powinien się tym zajmować z własnych egoistycznych pobudek, aby żyło mu się lepiej i wygodniej. A może powinno to wynikać z poczucia odpowiedzialności za siebie i innych obywateli? Jeżeli nie zatroszczę się w pierwszej kolejności o siebie samego, to, jakim będę dowódcą, sędzią czy władcą? Jak będę wykonywał swoją służbę publiczną? Oto kluczowa lekcja, którą Sokrates chce ofiarować Alkibiadesowi. Historia pokaże wkrótce, że uczeń nie wyniósł zbyt wiele z tych lekcji. Ale to już zupełnie inna historia.  

Koncepcja troski o siebie, epimeleia heautou, jest uniwersalna i ponadczasowa. Jest jak duchowa tarcza, która czasem chroni nas przed nami samymi. Można powiedzieć, że nigdy wcześniej nie była bardziej aktualna niż dzisiaj. Żyjemy w świecie wypełnionym celami, priorytetami, metodami mającymi ciągle podnosić naszą produktywność i skuteczność. Walutą w tym świecie jest czas, zasób, którego zawsze mamy deficyt. Im wyżej stawiamy sobie poprzeczkę, im bardziej skomplikowane cele definiujemy, tym większa pokusa, aby poświęcić samych siebie w imię realizacji tych celów, naruszyć własne granice, skraść czas, który był zarezerwowany dla rodziny lub przyjaciół, świadomie odmówić sobie czasu na odpoczynek i przyjemności. Skutkiem tego jest ogromna ilość hormonów stresu, które zasilają nasz krwioobieg, a w konsekwencji powolne wypalenie. Oczywiście współczesne korporacje, często przeładowane szkoleniami motywacyjnymi, systemami produktywności, są najlepszym miejscem, aby wyhodować w sobie chorobę, którą nazywam targetozą (od target – cel). Jest to stan naszego umysłu, w którym podporządkujemy wszystko indywidualnemu (są też wersje tej choroby, na którą chorują całe zespoły) zewnętrznemu celowi, który zdefiniował nasz pracodawca. Wszystkie inne aspekty naszego życia (rodzina, relaks, nawet seks) stają się podrzędne w stosunku do celu. Jak chronić się przed tym zagrożeniem i jak po stoicku troszczyć się o siebie samego w pracy? O tym już w kolejnym wpisie.  

Zadanie dla Ciebie: Zatrudnij Sokratesa jako własnego duchowego coacha. Poddaj się jego wyrafinowanej metodzie dialektycznej. Doceń ironię, którą operował w sposób mistrzowski. Pozwól, aby jego pytania pracowały także w Tobie. Czytaj go uważanie i nieśpiesznie. To nie są lektury do szybkiego przeczytania i odstawienia na półkę. Poszukuj wspólnie z Sokratesem odpowiedzi na kluczowe pytania filozofii: czym jest natura istnienia i co stanie się z naszą duszą po śmierci (“Fedon”), czym jest piękno (“Fajdros”), czym jest dobro, moralność, krzywda (“Gorgiasz”), jaka jest natura miłości (“Uczta”)? Zrozum, dlaczego ateńczycy obwołali Sokratesa najmądrzejszym z ludzi. Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś trafić w życiu na lepszego coacha? 

 

                      

 

Komentarze

Autor:

Michał Wiśniewski
Michał Wiśniewski