Co jakiś czas powracam w moich wpisach do problemu rzeczywistości elektronicznej. Elektroniczne urządzenia, zwłaszcza komputer, tablet czy telefon komórkowy tworzą dla nas osobne wirtualne środowisko stale wypełnione bodźcami, w postaci obrazów i dźwięków. W tym środowisku żyjemy stale niby w obiegu zamkniętym – przenika ono nasze myśli, emocje, oddziałuje na odruchy, kształtuje wyobraźnię. Stajemy się nieodłączną częścią tego środowiska, a ono staje się częścią nas.

Człowiek współczesny nie podejmuje świadome decyzji uczestnictwa w elektronicznej rzeczywistości. Nie ma wyboru. Żeby żyć, musi z niej korzystać, musi się w niej zanurzyć. Jedynie w momentach znużenia, dziwnego ukłucia pustki czy poczucia całkowitego braku kontroli nad tym, co się myśli i czuje, tylko w takich chwilach, pojawia się domysł czy nadzieja na jakąś alternatywę, na możliwość zmiany środowiska.

Czytaj także: Koronawirus jako metafora życia – spostrzeżenia stoickie >>>

Obecna sytuacja z koronawirusem sprawia, że wielu ludzi zaczęło snuć katastroficzne wizje, wizje zagłady ludzkości. Trzeba jednak przypomnieć, że zagłada może mieć wiele postaci. Zacznijmy od jej podmiotu. Kto ulega zagładzie? Człowiek. Ale co to znaczy, że człowiek ulega zagładzie? Kultura zachodnia opiera się na sokratejskiej koncepcji człowieka – w tym ujęciu człowiek to nie ciało, nie majątek, nawet nie suma jego wytworów czy przyświecających mu ideałów. Dla Sokratesa człowiek, najkrócej rzecz biorąc, to rozum, czyli zdolność do refleksyjnego rozważania norm i wynikających z nich wyborów.

Właśnie ten wymiar od kilku dekad doświadcza osobliwej elektronicznej zagłady. Narzekamy, że świat może się skończyć i położyć kres naszej cywilizacji, tymczasem, rezygnując z rozumu, sami tę zagładę od kilku dekad sukcesywnie przeprowadzamy. Człowiek współczesny, uwięziony w elektronicznym środowisku, przestał być sokratejskim rozumem, stojącym nieco z boku nurtu zdarzeń, rozważającym z tego dystansu swoją kondycję, skłonności i priorytety, zdolny samodzielnie kształtować swój charakter. Stał się jedynie przekaźnikiem bodźców i obrazów.

Sokrates wyobrażał sobie, że istotą człowieczeństwa jest pewnego rodzaju osobliwy opór przed automatycznym reagowaniem na to, co się zdarza. Właśnie ten opór nazwał refleksyjnością i namysłem. My, współcześnie, tę właśnie zdolność zatracamy – elektroniczny bodziec, skumulowana masa obrazów i dźwięków, przenika do naszego wnętrza, „robi” nasze decyzje, podejmuje je niejako za nas. Nie mamy już odruchu refleksji, nawyku stawania z boku zdarzeń i zastanawiania się, jaka reakcja jest „naszą” reakcją. Z punktu widzenia Sokratesa jest to prawdziwe unicestwienie ludzkości.