Reprezentacja dumy

Polską reprezentację w piłce nożnej spotkała ostatnio, po porażce na mundialu, fala gwałtownej krytyki, a nawet tak zwanego hejtu. Z jednej strony mamy piłkarzy, którzy tłumaczą się, mówiąc, że dali z siebie wszystko, na co było ich stać. Z drugiej strony mamy rzesze rozgoryczonych kibiców, którzy, sądząc po poziomie, jaki ci sami piłkarze zaprezentowali podczas eliminacji, czują się teraz oszukani.

Twierdzę, że obie strony błędnie przedstawiają sytuację, pomijając jeden ważny aspekt. Piłkarze, owszem, możliwe, że dali z siebie wszystko, ale wszystko, na co pozwoliła im ich psychika. Tym, do czego nie potrafili się przyznać przed kamerami, było to, że właściwy problem, podczas tego rodzaju imprez, nie leży w przygotowaniu, nie leży w motywacji, ale w głęboko zakorzenionych kompleksach, z którymi nie umieli sobie poradzić – ale nie jako piłkarze, lecz jako Polacy.

Podobnie kibice sądzili, że zawodnicy wyjeżdżają do Rosji, żeby prezentować ich poziom futbolu. Prawda jest taka, że oni reprezentowali Polskę, czyli nas wszystkich, ale nie w wymiarze piłkarskim, lecz mentalnym.

Jest takie powiedzenie, że każdy naród ma taki parlament, na jaki zasłużył. Powodem tego jest, że w parlamencie zasiadają demokratycznie wybrani reprezentanci – jeżeli właśnie ci ludzie trafili do naszego przekonania na tyle, że oddaliśmy na nich głos w wyborach, to znaczy, że reprezentują coś naszego, coś, co jest nam bliskie, co do nas przemawia. Zżymając się więc na posłów, zżymamy się w gruncie rzeczy na nas samych. Przywary statystycznego parlamentarzysty to przywary Polaka. W Sejmie zasiada statystyczny reprezentant narodu.

Uważam, że podobnie, pod względem mentalnym, jest z piłkarzami. Podczas dużych imprez sportowych, gdzie mamy olbrzymią presję oczekiwań, uruchamiają się głęboko zakorzenione polskie kompleksy. I to właśnie one przegrywają mecze.

Winę ponosi więc nasza historia, a ściślej rzecz biorąc, nasza nieumiejętność poradzenia sobie z dziejowym bagażem. Są w Europie nacje, które przepracowały własną historię. Dotyczy to zarówno Niemiec, jak i Izraela. Systemy edukacyjne tych dwóch krajów od wielu lat kładą nacisk na rzetelne rozliczenie się z własną przeszłością. Tymczasem nauka historii w polskich szkołach opiera się na celebrowaniu naszych ran, idealizowaniu osiągnięć i tuszowaniu naszych przewin. Używamy historii, żeby czuć się wielcy i ważni.

Jadąc na wielką międzynarodową imprezę, Polak dźwiga na barkach niewidzialny bagaż dumy i wielkości. Czuje, że powinien, że musi jakoś temu wyobrażeniu o własnej wielkości sprostać. Z jednej strony pokazuje więc przesadną dumę, obnosząc się z pozami wielkości, z drugiej strony prześladuje go impotencja w momencie konfrontacji. Kiedy jest już po wszystkim, rzadko wyciąga wnioski.

Można zatem powiedzieć, że polska reprezentacja w piłce nożnej dobrze nas reprezentowała, nie w piłce jednak, ale w kompleksach. Gra Polaków była w bardzo dużym stopniu obrazem nas samych, tego, jacy jesteśmy, nie chcąc się do tego przyznać. Nie powinniśmy się więc zżymać na piłkarzy, lecz na nas samych.


Podobał Ci się ten wpis? Zapraszamy też do przeczytania:

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur