Relacja jak piękna tkanina

Czytamy u Epikteta: 

„Tak samo i tkacz nie robi wełny, ale którąkolwiek wełnę otrzyma, na niej dowodzi swego tkackiego kunsztu. (…) Ty otrzymałeś materiał, przetwarzaj go zatem. Kiedy wywiążesz się z zadania, nie doznawszy żadnego niepowodzenia, jedni spotykając się z tobą będą ci gratulować szczęścia, żeś wyszedł obronną ręką, drudzy natomiast, mając wzrok wyostrzony na te sprawy, kiedy zobaczą, żeś przyzwoicie się sprawił, będą cię chwalić i podzielać twą radość. Jeżeli jednak spostrzegą, żeś się wywiązał z zadania, ponosząc przy tym uszczerbek własnej godności, postąpią wprost przeciwnie.” 

Epiktet, Diatryby, przeł. L. Joachimowicz. 

 Wydaje się, że od czasów Epikteta nic się nie zmieniło. Tak wtedy, jak i teraz, większość ludzi winszuje innym szczęścia, kiedy im się powodzi w związku, w karierze zawodowej i sprawach finansowych. Mówimy pochwalnie i nierzadko z zazdrością o innych, kiedy mają szczęśliwy związek, udane dzieci, kiedy dostają awans, odnoszą mniej lub bardziej spektakularny sukces i dopisuje im zdrowie. Współczujemy im, a zwłaszcza sobie samym, kiedy dzieje się przeciwnie. Tymczasem Epiktet daje proste wskazanie: lepiej jest, kiedy ci się nie powodzi, ale zachowujesz godność i wewnętrzną wolność, niż kiedy zachodzi relacja odwrotna. 

Oto mamy więc tkacza, którego zastajemy zapłakanego pośród składu świeżej dostawy wełny. Pytamy się go, co jest powodem jego złego nastroju i dowiadujemy się od niego, że mu nie odpowiada rodzaj wełny, albo że mu brakuje tego czy tamtego barwnika, albo że jeszcze coś innego pokrzyżowało mu plany. Jesteś dobrym tkaczem? – odpowie mędrzec stoicki. – A zatem tkaj! Rzecz nie w tym, co chciałeś utkać, ale co utkać mogłeś z materiału dostarczonego ci przez życie. Życie tymczasem jest płodne i kreatywne, zawsze i niestrudzenie dostarcza nam materiału, z którego, jeżeli tylko przestaniemy się boczyć, potrafimy utkać przepiękne tkaniny. 

Przy czym tkaniny, które ma tu na myśli Epiktet, nie dla każdego oka są równie widoczne. Tam, gdzie jedni wypatrują narzuty zewnętrznego blichtru i chwilowego powodzenia, tam inni, bardziej wprawnym wzrokiem, odnajdują piękny kobierzec utkany z hartu ducha, nieugiętej życzliwości, pogody, rozwagi, a wreszcie życiowej mądrości. Ja osobiście znam wiele osób, które zaczęły mieć interesujące spostrzeżenia i przemyślenia dopiero wtedy, gdy doświadczyły pasma nieprzyjemnych porażek i zawodów, będących skutkiem i wcześniejszych naiwnych przeświadczeń na temat natury stosunków międzyludzkich. 

Wprawdzie metafora tkania stosuje się do wszystkich spraw zewnętrznych, jednak szczególne zastosowanie, o czym poucza nas Epiktet w wielu innych miejscach Diatryb, ma ona do obszaru relacji. To w tym obszarze mamy szereg oczekiwań odnośnie naszych partnerów, przyjaciół, dzieci, znajomych. Spodziewamy się, że będą się do nas odnosić w określony sposób, okazując wdzięczność, szacunek, pamiętając o naszych potrzebach. Jakże łatwo jest nas urazić, zniechęcić – są to tymczasem zachowania kapryśnego tkacza! 

A wszystkich zainteresowanych sztuką takiego tkania zapraszam na warsztaty stoickie „Stoicyzm na kłopoty w relacjach”. Podczas warsztatów będziemy testować właśnie różne techniki takiego tkania. 

Zapisz się

 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur