Poznać siebie to przestać być sobą

Większość ludzi hołduje współcześnie specyficznie rozumianemu mitowi samowiedzy. Uważa się, że aby wieść szczęśliwe życie trzeba najpierw wiedzieć, czego się chce, czyli rozpoznać własne pragnienia. Dopiero na tej podstawie możemy zaprojektować życiowe cele, których osiągnięcie gwarantuje nam uczucie spełnienia i szczęścia.

Jednak błędem byłoby przyjmować, że modelowi temu przyświeca sokratejska zasada: „poznaj samego siebie”. Przedmiotem poznania Sokratesa nie było to, czego człowiek pragnie, lecz to, czego powinien pragnąć. Zdaniem Sokratesa człowiek zazwyczaj pragnie niewłaściwych rzeczy – poznać siebie to, według Sokratesa, uchwycić pewien model człowieczeństwa i dobrze go zrozumieć. To dopiero pozwoli nam zaprojektować nasze pragnienia.

To miałem na myśli, formułując tytuł niniejszego wpisu: „poznać siebie to przestać być sobą”. Rozumiem to w ten sposób, że według Sokratesa, poznać, kim się powinno być, oznacza przestać być tym, kim się obecnie jest. W tradycji sokratejskiej poznanie to romansowanie ze śmiercią, oznacza bowiem śmierć jakiejś części aktualnego mnie – przestaję pragnąć tego, czego pragnąłem, a więc jakaś część mnie umarła.

Taka interpretacja pozwala nam lepiej zrozumieć pewien fragment Eutydema Platona, gdzie dwóch sofistów sprytnie przekonuje Sokratesa, że skoro on chce, żeby oni nauczali jego młodego przyjaciela, to znaczy, że Sokrates życzy sobie śmierci tego przyjaciela. Wiedza to przemiana, a każda przemiana jest formą śmierci. Z tego paradoksu Sokrates i Platon wybrnęli w ten sposób, że według nich istnieje jakieś głębsze duchowe autentyczne „ja” człowieka, w stosunku do którego nasze pragnienia są jedynie zniekształcającą zasłoną.

Być sobą to nie słuchać swych pragnień, ale szukać głębszych racji dla tego, co słuszne.

W tym świetle możemy też być może zinterpretować znane powiedzenie Hegla: „Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu”. Oryginalnie chodziło Heglowi o to, że wiedza jest doświadczeniem schyłkowym, jako taka zawsze rozmija się z rzeczywistością. Zaczynamy rozumieć, kim jesteśmy, dopiero ex post, tj. dopiero po tym, jak już przestaliśmy tacy być.

Bardzo często jest tak, że człowiek zaczyna siebie rozumieć dopiero wtedy, kiedy się zmienił. Bycie tym, kim się jest, to nieustanny proces racjonalizacji i naginania rzeczywistości do swoich aktualnych pragnień. Istotę tych pragnień możemy uchwycić wtedy dopiero, kiedy już w nas niczego nie naginają i nie zakłamują, czyli kiedy już umrą. Wtedy dopiero możemy być mądrzy. Ale czy ta mądrość nie jest jedynie nową formą głupoty, o czym przekonamy się dopiero wtedy, gdy znowu się zmienimy?

Z perspektywy czasu człowiekowi zawsze wydaje się, że jest lepszy i mądrzejszy, niż był. Jakże głupi więc musiałbym się sobie wydawać ja obecny, gdybym miał żyć jeszcze tysiąc lat?  Żeby poznać siebie, trzeba przestać być sobą? A ponieważ zawsze chcemy siebie poznać, to zawsze też będziemy się zmieniać. W ten sposób godzimy ze sobą rozwój duchowy z pokorą. Uważam, że jednym z najbardziej przełomowych doświadczeń wewnętrznych jest pogodzenie się z faktem, że będąc mądrzejszym, niż byłem, wciąż mogę jeszcze być bardzo głupi.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur