Pamięć wartości

Na osiedlu, na którym mieszkam, obowiązuje umowa, zgodnie z którą nie hałasujemy w swoich ogródkach w niedzielę. Przestrzeganie tej niepisanej zasady stanowi wedle mojego rozumienia wyraz wartości szacunku.

Szanujemy potrzebę innych do niedzielnego odpoczynku w ciszy. Jest jednak co najmniej dwóch sąsiadów, członków dziwnej społeczności miłośników głośnych urządzeń ogrodowych, którzy dość regularnie łamią tę zasadę. Nie dość, że jeśli pojawia się jakieś nowe głośne urządzenie do wykonania dowolnej czynności ogrodowej, to oni muszą je koniecznie mieć, nadto nie potrafią powściągnąć swojej potrzeby korzystania z niego także w niedzielę. 

Niedawno rozmawiałem z jednym z nich po tym, jak przez dwie godziny w niedzielę czyścił zawzięcie karcherem meble ogrodowe. Rozmowa przebiegała w przyjaznej atmosferze, a sąsiad po raz kolejny zapewniał mnie, że po prostu zapomniał o naszych ustaleniach, które nieodmiennie szanuje. Nasunęło mi to prostą refleksję na temat sposobu istnienia wartości. 

Dawniej starałem się je definiować między innymi za pomocą kategorii czasu – wartość objawia się w formie zaangażowania naszego czasu w określone aktywności. Jednak przecież szacunek nie wymaga takiego zaangażowanie, przynajmniej nie zawsze. Przez długi czas może wręcz w ogóle niczym nie absorbować. Wymaga jednak pamięci. Uważam, że pewna forma działania pamięci stanowi wspólny mianownik wszystkich wartości. Wyznawać jakąś wartość to pamiętać, jak należy się zachować w określonych sytuacjach, jakich dokonać wyborów, jakie działania podjąć, a jakich zaniechać. 

Wynika z tego dla mnie, że zapominanie szczegółów obowiązywania jakiejś wartości jest zjawiskiem zachodzącym równolegle z odchodzeniem od tej wartości. Jeśli zapominam, to znaczy, że nie dbam. Troska o jakąkolwiek wartość wymaga w pierwszej kolejności pracy pamięciowej. Wartości wymagają też więc odświeżania, powtarzania i przypominania sobie. 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur