O życiu w zgodzie z Naturą w Joburg

Pierwsze słowo, które słyszę po wylądowaniu w Johannesburgu to: Howzit’, Howzit?! How izt!? –to słowo jest wszędzie. To uproszczone wersja How is it? Czyli po polsku: jak leci? Afrykańczycy częstują mnie nim na każdym kroku. Są uśmiechnięci, otwarci, zadowoleni, trochę jak Amerykanie. Nam Europejczykom wydają się jak nakręceni, z tą swoją uprzejmością i dopytywaniem, co tam u nas słychać. Na początku ciężko się do tego dopasować, ale po kilku dniach wpada się w ten nawyk i zaczyna się to akceptować, a nawet samemu stosować. Ciekawe doświadczenie. Jestem tutaj od kilku dni, ale już widzę, że to wyjątkowy kraj. To jeden z „tych” krajów, w którym czujesz, że wszystko ci odpowiada, a myśl o tym, że moglibyśmy tu trochę pomieszkać, wydaje się bardzo kusząca.

Audyt jest czystą przyjemnością, ludzie w biurze  są niezwykle wspierający i życzliwi. Jest piątek po południu, a ja mam już gotowy draft raportu, który bez przeszkód prezentuję zarządowi. Audytor, który mi towarzyszył, wraca dziś wieczorem do swojego domu w Dubaju, a ja mam cały weekend dla siebie. Stoją przede mną dwie możliwości, a wybór jest niezwykle trudny. Mogę wynająć samochód i pojechać na sam dół kontynentu afrykańskiego i zobaczyć jak w Kapsztadzie Atlantyk zderza się i miesza z Pacyfikiem, lub odwiedzić jeden z pobliskich Parków Narodowych. Decyduje się na drugą opcję. W sobotę rano wypożyczam auto z przyhotelowej wypożyczalni i ruszam na północ. Oczywiście tuż po opuszczeniu parkingu przeżywam pierwsze nieprzyjemne zaskoczenie: no tak, zapomniałem, że tutaj ruch jest lewostronny. Ścinam zbyt mocno pierwszy ostry zakręt w lewo i bum! Mój VW Polo odbija się od krawężnika. Zdaje mi się, że gubię przy okazji kołpak w lewym przednim kole. No dobra, przede mną jakieś 250 km. Trzeba się jakoś dostawać. O dziwo, trwa to kilka minut, ale już po pewnym czasie wszystko staje się proste i lewostronny ruch wydaje się czymś zupełnie naturalnym. Tak zdaje się działa tzw. neuroplastyczność naszych mózgów. Pod wpływem silnych zewnętrznych impulsów mózg zmienia swoje „okablowanie” i dopasowuje się do zaistniałej sytuacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem… siebie, a w zasadzie pracy własnego mózgu. Kiedyś zastanawiałem się, ile czasu będę musiał poświęcić, aby dostosować się do prowadzenia auta w krajach anglosaskich. Siła przyzwyczajenia wydawała się ogromna, a tu proszę, wystarczyło kilka minut i już jestem królem szos. Jeden plastikowy kołpak to niewielka cena za to dostosowanie. Neuroplastyczność wydaje się ogromną wytworzoną w trakcie ewolucji naszego gatunku. Ta cecha zapewne dała nam sporą przewagę nad otaczającym nas nieprzyjaznym światem natury w czasach, gdy nasi przodkowie koczowali na przepastnych afrykańskich stepach, trudniąc się łowiectwem, zbieractwem, tworząc pierwsze ludzkie społeczności. Nadarza się okazja, aby to sprawdzić. Kieruję się do miejsca zwanego kolebką gatunku ludzkiego.

Wejście do Cradle of Humankind

Cradle of Humankind, bo taką nazwę nosi to miejsce, to 47 000 hektarów przestrzeni w sercu południowoafrykańskiego pustkowia. Najważniejsze znajduje się jednak pod ziemią. Można tu znaleźć cały system wapiennych jaskiń, które przed milionami lat były zamieszkane przez pierwszych humanoidów (odległych przodków ludzkości). Niektóre ze szczątków datuje się nawet na 3,5 miliona lat. Najsłynniejszym znaleziskiem paleoantropologicznym jest odkryty w 1947 roku przez Roberta Brooma i Johna T. Robinsona szkielet, nazwany Pani Ples, należący do gatunku Australopithecus africanus. Nietaktem jest wypominać kobietom wiek, nawet jeżeli należą do innego gatunku, ale ponoć Pani Ples ma już 2,3 miliona lat. Wejście do jaskiń znajduje się w okrągłym budynku, wyglądem przypominającym bunkier. Spiralny tunel prowadzi mnie kilka pięter pod ziemię, tam przesiadam się do pontonu, którym dopływam do właściwej sali, w której przedstawiono historie ewolucji gatunku ludzkiego. Można tutaj obejrzeć przeróżne szczątki i szkielety wydobyte z tych jaskiń w trakcie kliku ostatnich dekad intensywnych prac archeologicznych. Zaiste to miejsce było domem dla wielki gatunków, które poprzedziły nadejście ery człowieka. Moją uwagę przykuwa ostatnia ekspozycja, która pokazuje różne scenariusze i hipotezy powstania naszego gatunku. Około 200 000 lat temu Homo sapiens był jednym z wielu gatunków zamieszkujących afrykańską sawannę. Można powiedzieć, że byliśmy jednym wielkim stadem czy klanem, który walczył o przetrwanie w takim samym stopniu, jak inne humanoidy. Coś, prawdopodobnie czynniki atmosferyczne, sprawiło, że wyruszyliśmy na północ, aby w końcu zasiedlić większość kontynentów. W relatywnie szybkim czasie nasza populacja zwiększyła się z kilkudziesięciu tysięcy osobników do 6 miliardów. Co pozwoliło wykonać ten niesamowity skok? Jednym z czynników mogła być między innymi budowa naszego mózgu i nasze niezwykłe możliwości dostosowania się do nowych warunków środowiskowych.

Jest coś pierwotnego, a zarazem fascynującego i hipnotyzującego w podróży przez afrykańskie bezdroża. Bajecznie prosta droga, na której tylko od czasu do czasu spotykam inne auta, najczęściej japońskie półciężarówki. Rozgrzany migoczący na horyzoncie asfalt, niewielkie wzniesienia przecinane przez bruzdy pomarańczowej ziemi. Podróż nie jest wymagająca, a więc sprzyja zagłębieniu się w sobie i refleksji. Tylko od czasu do czasu muszę zatrzymać się, aby przepuścić stado przechodzących krów albo okrągłe ostrokrzewy, które przecinają szosę, sprawiając wrażenie, że przeniosłem się oto na plan spaghetti westernu Sergio Leone. Ale sam krajobraz, jakby dziwnie znajomy, nie przypomina ani Dzikiego Zachodu, ani azjatyckiego stepu. Jest w nim coś naturalnego i odwiecznego, coś co uspokaja i sprawia wrażenie bycia u siebie. Wrażenie powrotu do domu po kilkutygodniowych wakacjach.  Czy to miejsce, które przed chwilą opuściłem, mnie tak nastroiło, czy może my wszyscy ludzie, jako gatunek, mamy tutaj wspólny dom? Wszak, zanim rozpoczęła się nasza wędrówka na północ i zasiedliliśmy prawie wszystkie kontynenty, nasi przodkowie spędzili w tym miejscu setki tysięcy lat, powoli dojrzewając i zmieniając się ewolucyjne, aż w końcu narodził się Homo sapiens. Czy to możliwe, że każdy z nas nosi w swej pamięci ewolucyjne ślady tej przeszłości, które mogą uruchomić się pod wpływem powrotu do kolebki naszego gatunku? Jeżeli prawdziwa jest teoria pochodzenia ludzkości, niesie to także ogromne przesłanie moralne. Wszyscy wszak należymy do tej samej…. rodziny. Wszyscy w pewnym sensie jesteśmy rodzeństwem. Nie ważna jest rasa, język, religia czy kultura, w której wzrastaliśmy. Czym w kontekście 2 milionów lat ewolucji gatunku ludzkiego jest te zaledwie 200 000 lat, od kiedy opuściliśmy afrykański step? Używając metafory życia ludzkiego, minęły zaledwie 2 dni, od kiedy opuściliśmy rodziny dom, aby przenieść się na studia i zamieszkać w akademiku. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w pewnym sensie podobnie myślał o tym Marek Aureliusz kiedy pisał:

Rzuciłeś sam siebie gdzieś z dala od jedności zgodnej z naturą. Natura cię zrodziła, abyś był jej częścią. Teraz odciąłeś sam siebie.

Marek Aureliusz. Rozmyślania 8.34

Moje rozmyślania przerywa widok zachodzącego słońca. Od kilkudziesięciu minut błądzę, nie mogąc odnaleźć drogi wjazdu do Parku Narodowego, w którym mam spędzić dzisiejszą noc. Sytuacja zaczyna robić się coraz bardziej stresująca. Nawigacja pokładowa wyraźnie prowadzi mnie bez sensu, poruszając się po starych niezaktualizowanych mapach. Jeżdżę tam i z powrotem, wypatrując bramy wjazdowej w parkowym ogrodzeniu. I kiedy czerwone słońce już chowa się za pagórkami, kładąc długie cienie na otaczający mnie krajobraz, w końcu odnajduję drogę. Jestem uratowany, być może nie stanę się kolacją dla lwów i lampartów, z którymi w zasadzie przyjechałem się tu spotkać. Przejeżdżam przez bramę wjazdową pilnowaną przez uzbrojonego wartownika, który poucza mnie, aby pod żadnym pozorem nie wychodził z auta dopóki nie trafię do hotelu. Jadę jeszcze przez kilometr szutrową drogą. Hotel to powiedzenie na wyrost. Mieszkańcy południowej Afryki nazywają to lodges. Jest to luksusowy  kompleks domów z centralnie umieszczoną recepcją, restauracją oraz parkingiem. Całość otoczona jest ogrodzeniem pod wysokim napięciem, aby zabezpieczyć nas przed atakiem prawowitych mieszkańców tego miejsca. Trafiam w sam raz na kolację. Siedzimy przy ognisku, pijemy doskonałe afrykańskie czerwone wino i wpatrujemy się w rozgwieżdżone niebo. Wraz ze mną na weekend przyjechały tu jeszcze 4 pary, niektóre wraz z dziećmi. Dwoje białych Afrykanerów zapraszam mnie do swojego stolika. Pytają się, skąd jestem i co robię na drugim krańcu świata. Opowiadam im o swojej pracy i jak tutaj trafiłem, po czym grzecznie pytam, czym oni zajmują się w życiu? Męższczyzny patrzy na mnie wymownie i po chwili z pełną powagą odpowiada: I’m a drug dealer, Michael. Widząc konfuzję na mojej twarzy, po kilku sekundach, wraz z żoną wybuchają śmiechem. W końcu wręcza mi swoją wizytówkę doradcy finansowego w Kapsztadzie. Wieczór spędzamy, rozmawiając o Afryce Południowej, o jej historii, polityce, sporcie, podróżach. Kolejna butelka wina otwiera nas na zupełnie nowe tematy: filozofię, psychologię, duchowość. Opowiadam im o moich stoickich poszukiwaniach. Próbuję tłumaczyć, co ja tu właściwie robię, czym dla mnie jest życie w zgodzie z Naturą, tym razem tą przez wielkie N, czym ono było dla stoików 2000 lat temu. Przywołuje cytaty z Marka Aureliusza, aby lepiej zarysować temat.

Natura wszechcałości daje inne zdolności każdej z istot rozumnych (…)

Marek Aureliusz. Rozmyślania 8.35

Należy zawsze pamiętać o tym, czym jest natura świata, a czym moja. I o tym, w jakim ona do tamtej pozostaje stosunku, i o tym, jaką ona jest cząstką jakiej całości, i o tym, że nikt nie ma siły powstrzymania cię, abyś w każdej chwili nie czynił lub nie mówił tego, co jest zgodne z naturą, której jesteś cząstką.

Marek Aureliusz. Rozmyślania 2.9

Stoicy jak mantrę powtarzali zdanie o życiu w zgodzie z naturą. Można powiedzieć, że jednym z kluczowych elementów filozofii stoickiej był materialistyczny monizm. Ich zdaniem świat ma charakter wyłącznie materialny i stanowi jednolitą całość. Wszystkie zjawiska zachodzące w świecie są ze sobą połączone niby organiczna całość. Natomiast szczególnie ciekawe jest rozważanie, podobnie jak w powyższym fragmencie robi to Marek Aureliusz, tego, co określamy naszą wewnętrzną czy duchową naturą i w jaki stosunku pozostaje to do Natury świata.

Safari Truck

Następnego dnia budzę się o 5 rano. Wsiadamy do terenowej Toyoty Hilux, dopasowanej do przewożenie kilku osób „na pace”, owijamy się dokładnie kocami (o tej poprzez na zewnątrz jest może 8 stopni Celsjusza) i uzbrojeni w aparaty fotograficzne i smartfony ruszamy spotkać się z władcą tutejszego przybytku, afrykańskim lwem, który właśnie powinien kończyć śniadanie i szykować się do porannej drzemki. Nasz przewodnik i kierowca, afrykański ranger, opowiada o gatunkach zamieszkujących rezerwat i ich zwyczajach. Przez kilka następnych godzin „tropimy” lwy, bawoły, nosorożce i antylopy. Zatrzymujemy się w punktach widokowych, aby obserwować, jak podchodzą do wodopoju ugasić pragnie, a w tym czasie nasza grupa także posila się kawą i herbatnikami. Kiedy piszę te słowa, na spokojnie, nie wywołuje to we mnie już takich emocji, ale pamiętam, że wtedy, gdy po kilku godzinach tropienia stada lwów, nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się przy aucie piękna, ogromna złota lwica, otarła się o nasz samochód i jak gdyby nigdy nic po kilku sekundach zniknęła w zaroślach, to wszyscy siedzieliśmy jak zahipnotyzowani, nie mogąc wydusić z siebie słowa jeszcze przez długąchwilę. Czy aż tak bardzo oddzieliłem się od Natury? Czy muszę płacić kilkaset dolarów, aby doświadczyć poruszenia duszy, który wywołuje u mnie ten ogromny kot? Chyba na to wygląda, ale przynajmniej to niezwykłe spotkanie z tym drapieżnikiem nie jestem moim ostatnim doświadczeniem w życiu, co niechybnie miałoby miejsce jeszcze kilka tysięcy lat temu.

Około godziny 10 wracamy do lodges na drugie śniadanie. I kiedy jeszcze raz z hotelowego tarasu podziwiam krajobraz Parku Narodowego, dociera do mnie, co miał na myśli Marek Aureliusz, kiedy pisał o naszej jedności ze światem. Chyba zaczynam rozumieć, czym jest postulowany przez stoików monizm. Człowiek versus natura? Eskapistyczna techniczna cywilizacja, która pozwala nam uciec od świata przyrody? To wszystko nieprawda. Pojęcia takie jak „środowisko naturalne”, „ochrona przyrody” tworzą niepotrzebną dychotomię pomiędzy naszym gatunkiem a Naturą. Sprawiają, że znika nam sprzed oczu podstawowa prawda. Nigdy nie przestaliśmy być częścią Natury. Nigdy nie przestaniemy nią być, chyba że kiedyś sięgniemy gwiazd i zamieszkamy w innym świecie. Być może zapomnieliśmy o tym, co to oznacza, ale jesteśmy częścią jednego, spójnego ekosystemu, który oplata całą naszą planetę. I za każdym razem, kiedy zanieczyszczamy Ziemię, to przecież de facto niszczymy siebie, swój własny dom, a nie jakąś oddzieloną od nas Naturę.

Dzielny towarzysz podróży

Kończę tę gorzką konstatację i dopijam kawę. Już czas wracać na lotnisko. Obudź się mój dzielny niemiecki towarzyszu, być może gdzieś po drodze odnajdziemy twoją felgę. Zabierz mnie, proszę, teraz do domu.

Komentarze

Autor:

Michał Wiśniewski