Na nasze nawyki mentalne, przeświadczenia, odruchy czy emocje patrzymy zazwyczaj jak na zbiory naszych właściwości, wrodzonych lub wyuczonych cech. Mogą nam się one podobać lub nie, przeszkadzać w codziennym życiu lub je ułatwiać, tym niemniej postrzegamy je jako nieodłączne elementy nas samych – identyfikujemy się z nimi. Tymczasem już antyczni stoicy traktowali je raczej jak zestaw narzędzi, które wykorzystujemy do życia – w dodatku zestaw, który możemy świadomie zmieniać i modyfikować.

W jednym ze swoich najbardziej znanych dialogów O gniewie Seneka Młodszy sugeruje, że tak gniew, jak i sama skłonność do gniewu jest czymś w rodzaju narzędzia, bardzo nieporęcznego czy wręcz nieprzydatnego.

Jak czytamy:

„Czy ktoś chciałby tak mocno uderzyć nieprzyjaciela, by pięść utkwiła w jego ranie i nie mógłby jej po zadanym ciosie oderwać? Gniew taką właśnie jest bronią, której prawie że niepodobna jest wycofać! Staramy się o broń zdatną dla nas do walki, o miecz wygodny i lekki w użyciu, a mielibyśmy nie unikać porywów gniewu, którymi trudniej władać niż bronią, gwałtownych, zgubnych w następstwach i nie dających siebie powstrzymać?”

Seneka Młodszy, O gniewie, przeł. L. Joachimowicz

W cytacie tym przebrzmiewa klasyczne stanowisko stoickiej psychologii, zgodnie z którym stany emocjonalne człowieka i jego przekonania nie wliczają się do jego istoty, nie mówią, kim jest jako człowiek, raczej są jedynie dodatkami do naszego człowieczeństwa, albo właśnie narzędziami, za pomocą których te człowieczeństwo realizujemy. Można wszak realizować je lepiej lub gorzej, to znaczy albo w sposób pozwalający nam się jako ludzie spełnić i osiągnąć szczęście, albo przeciwnie, a więc w sposób wikłający nas w życiowy zamęt, prowadzący do poczucia niespełnienia.

Wprawdzie antyczni stoicy uważali, że emocje, takie jak gniew, strach czy ekscytacja, są sprzeczne z naturą człowieka – porównywali je do stanu gorączki w chorobach fizycznych – to metafora emocji jako narzędzia okazuje się użyteczna także w kontekście innych, bardziej dzisiaj popularnych ujęć istoty człowieczeństwa. Jako współczesny stoik przyjmuję, że emocje, rozumiane jako silne stany afektywne, są efektem ewolucji – stanowią nasze ewolucyjne uposażenie. Właśnie dzięki temu uposażeniu nasi praprzodkowie zdołali przekazać dalej swoje geny, właśnie dzięki niemu ja dzisiaj żyję i mogę pisać niniejsze słowa. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż możemy patrzeć na emocje jako narzędzia, narzędzia adaptacji i przetrwania, a nie jako wyznacznik naszej tożsamości.

Kwestią kluczową dla współczesnego stoika nie jest to, czy są one efektem ewolucyjnego uposażenia, czy też nie, ale na ile są wciąż dzisiaj poręczne. Właśnie w tym punkcie nauczanie Seneki okazuje się moim zdaniem nadzwyczaj aktualne. Proste mechanizmy emocjonalne, jakie odziedziczyliśmy po naszych przodkach, są całkowicie nieadekwatne względem współczesnej, nadzwyczaj złożonej sytuacji społeczno-kulturowej człowieka. Ilość kodów, podtekstów i konwencji, jakie musi na co dzień odczytywać i przetwarzać wymaga od niego stałej refleksyjnej czujności i zróżnicowanej palety reakcji – emocje są tego przeciwieństwem. Z tej perspektywy dla mnie, jako współczesnego stoika, klasyczne emocje są wyłącznie atawizmami, z którymi uczę się żyć, jak z kością ogonową – życie to polega jednak przede wszystkim na tym, żeby ich nie uruchamiać.

Człowiek dla stoików to nie zbiór jego narzędzi, ale wyłącznie refleksyjny i rozważny użytkownik wszelkich możliwych narzędzi. W świecie, w którym nie ma żadnego gwoździa, nie sięga się po młotek.