Naskórek ochronny

Wciąż mnie zadziwia, zachwyca i trochę trwoży to, w jak znaczącym stopniu jesteśmy dzisiaj wszyscy uwarunkowani przez odziedziczony po przodkach i praprzodkach zestaw instynktownych reakcji i mechanizmów obronnych.

Włączamy je nieustannie, zazwyczaj całkowicie bezrefleksyjnie, pod byle pretekstem, a świadomy namysł, szczytne ideały, normy etyczne są jedynie ich nadzwyczaj cienką otoczką, która zazwyczaj lekko łagodzi ich oddziaływanie, nadając naturze pozory kultury. 

Tak, zrobiłem to, nazwałem naturą nasz zbiór instynktownych odruchów behawioralnych, zaś kulturą system norm ograniczających i modyfikujących wywoływane przez te odruchy impulsy. Brzmi to trochę zbyt prosto, wiem, ale czasem trzeba nieco uprościć, żeby zobaczyć jeden wzór w gąszczu różnorodności. 

Rzecz w tym, że zazwyczaj tracimy czujność tak względem siebie jak i innych ludzi, dając się zwieść naskórkowi, cienkiej błonie pozorów i ogłady, sądząc, że jesteśmy zabezpieczeni, uformowani już definitywnie przez zestaw norm, zasad, rozsądek, świadomość, obiektywizm, wiedzę i tak dalej. Tymczasem instynkty wciąż tam są, pod powierzchnią, przyczajone, niby naciągnięte sprężyny, gotowe wystrzelić zupełnie niekontrolowanym impulsem, jeśli tylko pojawi się na to przestrzeń, wyłom, pęknięcie w naskórku. A przecież pojawia się łatwo. To się zdarza właściwie na porządku dziennym. Wystarczy, że spotka nas coś niespodziewanego, co nas wytrąci z bezpiecznej równowagi, albo zmoże nas jaka cięższa choroba, albo chybi celu jakaś z naszych ważniejszych aspiracji, albo bliska nam osoba znajdzie się w ciężkim położeniu. Zaraz włączają się strachy, lęki, instynkty przetrwania, ucieczki, ataki indywidualnej lub zbiorowej histerii, sesje podejrzeń i insynuacji. Czar kultury pryska, jesteśmy zwierzyną w pogoni za swoim celem, nieznajdującą spoczynku, dopóki tego celu nie dopniemy, czy to będzie bezpieczeństwo i zdrowie naszego dziecka, czy ważny zwrot w naszej karierze zawodowej, czy walka o dobre imię, sukces finansowy – uśmiechamy się, używamy cywilizowanej mowy, ale to już nawet nie pozory, lecz narzędzia. 

Dlatego należy pamiętać, że stoicki trening refleksyjności i dystansu to codzienna żmudna praca, której nie wolno nam zaniechać. A polega ona na wzmacnianiu i ulepszaniu naskórka ochronnego. W przypadku bardziej pogłębionej praktyki stoickiej to także dobudowywanie do niej trwałego szkieletu, umacniającego ją od wewnątrz. Jest to jednak praca rozpisana na lata. 

 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur