Najważniejszym celem edukacji jest wolność

Chodziłem do szkoły w latach 80., w czasach, kiedy dostęp do swobód obywatelskich i dobrodziejstw cywilizacji zachodniej był dla nas, młodych ludzi, bardzo ograniczony. Pamiętam jednak, że tak mnie, jak i moich rówieśników, nie przytłaczał jakiś szczególnie silny stres czy napięcie.

Normalne bolączki nastolatków, zwyczajne aspiracje. A kiedy wymyśliłem sobie, że będę studiował filozofię, ani na moment nie czułem presji, konieczności tłumaczenia się przed kimkolwiek z tego wyboru, że co ja niby będę potem robił, z czego żył. Filozofia pasjonowała mnie, przynosiła mi radość, chciałem z nią jakoś związać moje życie, to było wystarczające wyjaśnienie – reszta musi się jakoś ułożyć. I ułożyła się. 

Kiedy jednak przyglądam się współczesnej młodzieży – a także rozmawiam z nauczycielami, psychologami, czytam wyniki badań – mam wrażenie, że w stosunku do ich rówieśników sprzed lat trzydziestu mają wprawdzie dziesięciokrotnie większy udział w możliwościach stwarzanych im przez cywilizację techniczną i kulturę, jednocześnie są dziesięć razy bardziej zestresowani, zalęknieni, a przez to jakoś zasadniczo na ten świat zamknięci. Lękają się o swoje oceny, o to, czy dostaną się na wymarzony uniwersytet, czy nie zawiodą pokładanych w nich nadziei, czy odnajdą się na rynku pracy, czy nie spotkają się z odrzuceniem przez grupę, a każdy z tych lęków blokuje ich możliwości spontanicznego rozwoju i odkrywania siebie. 

Wydaje się więc, że świat współczesnych dorosłych, w tym szkoła, jakoś zasadniczo zawodzi młodych ludzi. Nabywają wprawdzie fachowej wiedzy, która pomaga im przygotować się do wielu zawodów. Cóż im jednak z tego, że zostaną inżynierami, informatykami, prawnikami czy lekarzami, skoro wciąż będzie ich trawił niepokój, skoro nie będą sobie rodzić z emocjami, z relacjami z innymi ludźmi, skoro utracą kontakt z samymi sobą? Seneka Młodszy ponad dwa tysiące lat temu wyjaśniał w jednym z listów adresowanych do Lucyliusza, czym winna być w istocie liberalna edukacja. Czytamy tam między innymi: 

„Geometria uczy mnie mierzenia majętności ziemskich zamiast nauczyć raczej, w jaki sposób mógłbym ustalić miarę tego, co byłoby wystarczające dla człowieka. (…) Co mi to da, że będę umiał podzielić na części pole, jeśli nie umiem podzielić się z bratem?” 

Seneka, Listy moralne do Lucyliusza, przeł. W. Kornatowski, List 88. 

Według Seneki główną powinnością świata ludzi dorosłych jest przygotowanie młodych ludzi do tego, żeby umieli dobrze żyć z sobą i innymi. Jeśli zawodzimy ich w tym aspekcie, to zawodzimy ich całkowicie. Oto więc trafiają do szkół, w których muszą się przygotowywać do testów, uczyć na pamięć informacji z różnych dziedzin wiedzy, stresować widmem niepowodzeń teraz i w przyszłości. Nikt zaś nie uczy ich, jak ze sobą rozmawiać, jak współpracować, jak chronić swoją spontaniczność i kreatywność, jak radzić sobie z niepowodzeniami i trudnymi emocjami, jak zachować normalność w świecie szalonych pokus, złudzeń i elektronicznych manipulacji. 

Nauczyciele szykują się do strajku, jako główny motyw podając niskie uposażenie. Słusznie, bo żeby sprostać wymienionym wyżej wyzwaniom, potrzebujemy całej rzeszy dobrze opłaconych i zaangażowanych specjalistów. Ale to wciąż za mało. Uważam, że istnieje jeszcze większa bolączka współczesnej szkoły, której nie zmienią żadne pieniądze. Jest nią brak zaufania i centralne sterowanie. Nauczyciele najlepiej wiedzą, z czym na co dzień borykają się ich wychowankowie, czego najbardziej potrzebują, tymczasem nieustannie narzuca im się (przy pozornej konsultacji z ich środowiskiem) ustalane odgórnie bardzo szczegółowe, pamięciowe, przeładowane programy nauczania. Następnie ich praca poddawana jest drobiazgowej odgórnej papierowo-administracyjnej kontroli, którą wykonują urzędnicy w znikomym stopniu zainteresowani dobrem dzieci, nie wchodzący do klas, nie obserwujący rzeczywistej interakcji nauczyciela z dzieckiem, nie badający poziomu przemęczenia i frustracji ucznia, a sprawdzający jedynie, czy wszystko się zgadza na papierze. 

Dobra szkoła to przyzwoicie opłacony i wykształcony nauczyciel, który cieszy się zaufaniem władz swojego kraju, korzystając dzięki temu z dużego zakresu swobody w poszukiwaniu najlepszych metod i treści nauczania, mających w sposób optymalny przygotować ucznia do wyzwań współczesnego bardzo złożonego świata. Bez tej wolności i swobody, bez otwartości na eksperymenty pedagogiczne, bez położenia nacisku na rozwój szeroko rozumianych kompetencji miękkich, nie będziemy też mieli wolnego ucznia, wolnego od lęku i do budowania jutra na miarę swojego nieskrępowanego potencjału. Najważniejszą wartością, o którą winna walczyć współczesna szkoła, w imię której powinny zawiązywać się kolejne strajki, jest wolność. 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur