Migracje trwogi, cz. 3

Oto trzecia już część losów Ke, bohatera tej opowieści, który przez całe życie starał się uwolnić od trwogi i lęku, wierząc, że można to osiągnąć, zmieniając miejsce zamieszkania, pracę, otoczenie, ludzi, z jakimi się przebywa.

Jednak wciąż od nowa napotykał to samo uczucie, choć w nowym przebraniu, a to w zawodzie miłosnym, a to w niepowodzeniu w pracy, a to wreszcie w efekcie kryzysu zaufania do duchowego autorytetu. Doszedł więc do wniosku, że człowiek skazany jest na trwogę. Ona się w życiu musi pojawiać. Nasza egzystencja wydaje się opierać na pewnych fundamentach, nie zawsze nam jawnych, ale takich, którymi różne losowe zdarzenia mogą w każdej chwili zachwiać, wrzucając nas w otchłań zagubienia i przerażenia. 

Jednak któregoś dnia Ke utknął w zamkniętej windzie z pewnym człowiekiem. Sytuacja wyglądała groźnie, bo z zewnątrz dochodziły ich dziwne odgłosy, a pomoc nie nadciągała. Zamiast wszak na serio pogrążyć się w trwodze o swoje życie, Ke podjął rozmowę z towarzyszem niedoli, a przebieg tej rozmowy nie tylko napełnił go dziwnym spokojem, ale także natchnął nową nadzieją, że można całkowicie i bezwarunkowo wyzbyć się lęku. 

Przeczytaj pierwszą część opowieści o losach Ke >>>

Po uwolnieniu z windy poszli razem na kawę do jednej z tak zwanych sieciówek. Zamówili po kawie i usiedli z boku. 

– No, upiekło nam się – powiedział Ke, nawiązując do ich niedawnej przygody. 

– Człowiek ma już wszystko upieczone w momencie narodzin – odpowiedział przewrotnie tamten, który w międzyczasie przedstawił się jako Harry. – Musi to tylko zrozumieć. 

– Chyba jednak nie do końca – podjął ostrożnie Ke. – Czasem, a nawet dość często, ponosimy przecież porażki. Zwalniają nas z pracy, chorujemy, doznajemy zdrady, umierają nasi bliscy. W takich sytuacjach chyba nie możemy powiedzieć, że się nam upiekło. 

– Ależ nie, nie my, tylko nasi pasażerowie – odparł tamten szybko. – My jesteśmy motorniczymi, a nie pasażerami. 

– Nie rozumiem. 

Harry wyjaśnił mu, że człowiek jest jak motorniczy pociągu. Mamy do pokonania pewną trasę, zgodnie z rozkładem, który widnieje na rozpisce w kabinie motorniczego. W trakcie podróży pociąg zapełnia się pasażerami, czyli naszymi aspiracjami, nadziejami, możliwościami. Każdy z nich czegoś pragnie, do czegoś zmierza, chce dojechać do określonej stacji, żeby załatwić tam swoje sprawy. Ale nie każdy dojedzie tam, gdzie pragnie, bo pociąg ma wyznaczoną trasę, przed nim wiele rozjazdów. Niektórzy motorniczowie identyfikują się z troskami pasażerów, rozpaczają razem z nimi nad utraconymi destynacjami. Jednak inni spokojnie wykonują swoją robotę. Koncentrują się tylko na tym, co tu i teraz mają do wykonania, jaki skręt muszą wykonać, żeby dotrzeć na miejsce, mogąc przy okazji podziwiać widoki. 

– Świat to piękny spektakl – podsumował Harry – stale stawia przed nami wyzwania, a my zamiast je doceniać, ciągle rozpaczamy nad naszymi pasażerami. Jesteśmy trochę jak osoby w kinie, które po zakończeniu seansu tak bardzo przeżywają cierpienia bohaterów, że nie mogą „dojść do siebie” i sami zaczynają cierpieć. 

– A gdzie jest to jedno jedyne zaczepienie – spytał Ke, nawiązując do rozmowy, jaką prowadzili wcześniej w windzie. 

Przeczytaj poprzednią część opowieści o losach Ke >>>

– Zamiast czepiać się życiowych aspiracji zależnych od przypadkowych okoliczności, na które nie mamy wpływu, można skupić się na byciu dobrym motorniczym, a więc na byciu tu i teraz, jako uczestnik wielkiego spektaklu życia, jakie jest nam dane. Co ty na to? 

– Czyli, można powiedzieć, proponujesz emigrację z miejsca pasażera swojego życia do kabiny motorniczego? 

– Tak, tak można powiedzieć. Widzę, że zaczynasz rozumieć. Może masz ochotę na ciastko? 

– Hmmm, wprawdzie nie ma tu mojego ulubionego sernika, ale dzisiaj zjem chyba wyjątkowo szarlotkę… 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur