Migracje trwogi, cz. 2

Oto dalsza część losów Ke, bohatera naszej opowieści, który bezustannie starał się uwolnić od trwogi, od lęku o swoje życie. Jednak za każdym razem, kiedy wydawało mu się, że już jest bezpieczny, że nic mu nie grozi, okazywało się, że strach przyjmuje całkiem niespodziewane oblicze.

Na początku wydawało mu się, że jedynym źródłem strachu jest zagrożenie życia. Ale kiedy się od niego uwolnił, równie silną grozę wywołało odebranie godności, a następnie, kiedy poczucie godności już odzyskał, utrata reputacji, potem jeszcze zawód miłosny, ośmieszenie, wreszcie zaś upadek bądź zniszczenie symboli religijnych.

Przeczytaj pierwszą część opowieści o losach Ke >>>

Z natury dość refleksyjny Ke zaczął filozofować i pomyślał, że człowiek jest jak dziwny pająk, który ma pajęczynę swojej egzystencji rozpiętą pomiędzy różnymi punktami zaczepienia, zapomniawszy jednak, gdzie dokładnie się one znajdują. Dopiero, gdy życie swymi przewrotnymi okolicznościami naruszy któryś z tych zaczepów, dowiadujemy się o jego położeniu. Nie odzyskujemy wtedy spokoju, dopóki nie znajdziemy nowego, solidnego umocowania – we wspólnocie, w miłości partnerskiej, w rodzinie, karierze zawodowej, osiągnięciach artystycznych, symbolach religijnych. Kiedy potem, osadzeni w nich, któryś z nich znowu tracimy, zdaje nam się, że cała nasza egzystencja pogrąża się w mroku, płaczemy rzewnymi łzami i dygoczemy ze strachu.

Uznał więc Ke, że musi mieć po prostu jak najwięcej zaczepów w swoim życiu. Tak będzie najbezpieczniej. Zaczął więc rozwijać tak zwane pasje, angażować się tu i tam, społecznie i politycznie. Pewnego dnia jechał właśnie na posiedzenie niedawno powstałej i bardzo obiecującej postępowej partii politycznej. Wszedł do windy. Razem z nim jechał jeszcze jeden pasażer, którego nie znał wcześniej.

W połowie drogi w górę winda zatrzymała się między piętrami. Zrazu Ke nie bardzo się tym przejął, ale pomoc nie nadchodziła, a zza drzwi zaczęły dobiegać dziwne przytłumione odgłosy, tupoty nóg, krzyki, jakieś huki. Poczuli też zapach dymu. Wtedy Ke zaczął ogarniać lęk. Uzmysłowił sobie przy tym, że nie tyle o swoje życie się lęka, co o wszystkie niezrealizowane plany. Zadrżał na myśl o tym, ile jeszcze ma wspaniałych rzeczy do osiągnięcia i że może mu się to nie powieść.

Tymczasem jego milczący do tej pory towarzysz zachowywał dziwny spokój, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego. Ke spytał go o powód tego:

­– Człowiekowi nie może się przydarzyć nic, co się nie przydarza człowiekowi – odparł tamten spokojnie.

Ke przez chwilę myślał nad tym, co usłyszał i odparł: – Tak, ale przecież moglibyśmy tu umrzeć.

– Każdego z nas i tak to prędzej czy później czeka.

Ke przedstawił swojemu towarzyszowi w tarapatach teorię pajęczej sieci i spytał, gdzie on ma swój punkt zaczepienia. W odpowiedzi usłyszał, że człowiekowi wystarczy jeden punkt zaczepienia i to w dodatku taki, którego żadne zdarzenie nie może naruszyć.

– Gdzie on się znajduje? – spytał zaintrygowany Ke.

– W umyśle każdego z nas – odparł tamten.

Ke zaśmiał się i powiedział, że ma umysł, ale chyba tego punktu w nim nie ma.

– Każdy ma, trzeba tyko spojrzeć we właściwą stronę – usłyszał w odpowiedzi. – Znajduje się na skrzyżowaniu teraz i ruch świata.

Miał jeszcze o coś zapytać, ale właśnie wtedy winda otworzyła się i obaj panowie zostali uwolnieni. Ke zdecydował się zrezygnować ze swoich dalszych planów tego dnia i zapytał swojego towarzysza, czy nie mogliby jeszcze porozmawiać. Tamten zgodził się z chęcią.

A o czym dalej rozmawiali, o tym napiszę w trzeciej części tego wpisu.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur