Marzenia zakazane!

Niedawno jeden z internautów w komentarzu do mojego „kontrowersyjnego” tekstu o emocjach, spytał mnie: „Czy moment, w którym marzymy, jest emocjonalny czy refleksyjny?”. Odpisałem mu, że marzenie, samo w sobie, nie jest ani takie, ani takie. Marzenie to przedstawianie sobie obrazów w głowie – emocja lub refleksja to dwie możliwe reakcje na te przedstawienia. Możemy więc marzyć zarówno emocjonalnie, jak i refleksyjnie.

Wydaje mi się jednak, że to pytanie ma drugie dno, które chciałbym tu krótko rozważyć. Sądzę, że współcześnie marzenie pełni funkcję zdecydowanie emocjonalną. Marzenie to takie przedstawianie sobie w głowie obrazów możliwej, dotyczącej nas znacząco rzeczywistości, które pełni funkcję wywoływania silnych, pocieszających nas wzruszeń. Marzymy zazwyczaj po to, żeby poczuć się lepiej, albo dlatego że doskwiera nam jakiś lęk czy cierpienie i, nie mogąc zmienić biegu zdarzeń, chcemy przynajmniej wyobrazić sobie taką możliwość i dzięki temu doznać jakiegoś pocieszenia, poprawy nastroju; albo dlatego że po prostu pragniemy doznać przyjemnych emocji, z nudów, czy też z przyzwyczajenia. W obu przypadkach sięgamy po marzenia tak, jak się sięga po alkohol. Uważam, że to dzisiaj norma. Sam czyniłem tak przez wiele lat.

Właśnie ze względu na powyższe, marzenie oznacza dzisiaj zestaw przyjemnych emocji, których doznajemy w efekcie przedstawiania sobie w głowie pewnych obrazów. Kiedy byłem dzieckiem, bardzo lubiłem fantazjować na różne tematy: nazywałem to „puszczaniem sobie w głowie filmu”. Marzenie to taki film, którego my jesteśmy jedynymi reżyserami i mamy wpływ na wszystkie zwroty akcji. Przedstawiamy sobie dokładnie takie obrazy, których najbardziej potrzebujemy, żeby się lepiej poczuć.

Dlatego pytanie o marzenie, jakie zadał internauta, rozumiem jako posiadające głębszy sens. Jeżeli bowiem stoicy deprecjonują wartość doznawania silnych wzruszeń, to jak wpływa to na funkcję marzenia w życiu współczesnego człowieka? Odpowiedź jest prosta: lepiej jest nie marzyć. Jeżeli emocja jest jak używka, to marzenie jest jak wyrafinowana używka. Jest między nimi relacja taka jak między wódką a whisky. Skoro wartością kluczową jest dla stoika opanowanie i jasność umysłu, używek tego typu nie powinien on w swym życiu dopuszczać.

Problem współczesnego człowieka polega między innymi na tym, że postrzega on siebie jako istotę ułomną i w związku z tym do pewnego stopnia skazaną na nieszczęście. Dlatego musi zażywać marzeń jako niezbywalnego remedium. Żyjemy pomiędzy cierpieniem a marzeniami. Może da się tu więc zastosować spostrzeżenie wielkiego egzystencjalisty portugalskiego, który w swych pismach eksplorował funkcję marzenia. Oto pisze on zatem:

Jestem niemal pewien, że nigdy nie żyję na jawie. Nie mogę wykluczyć, że śnię, kiedy żyję, że żyję, kiedy śnię; nie wykluczam też, że życie i sen są we mnie przemieszane, splecione, a z ich połączenia tworzy się moje świadome ja.

Fernando Pessoa. Księga niepokoju. Przeł. M. Lipszyc. Izabelin: 2007. S. 230.

Rzeczywistość trwale spleciona z marzeniem: oto przepowiedziana przez Pessoę kwintesencja życia współczesnego człowieka. Nieustannie przekraczamy rzeczywistość w marzeniu, udaje nam się żyć, dzięki temu, że stale marzymy, marzymy o czymś innym, lepszym, doskonalszym. Nigdy jednak, tu i teraz, nie doznajemy prawdziwego ukojenia, bo marzenie nie jest rzeczywistością.

Stoik zaś nie musi marzyć, zamiast tego ma on wierzyć w siebie, w swoje sprawstwo i w swoje cele. Następnie jego życie to projektowanie działań i ich realizacja. Nie ma tu miejsca na marzenie. Marzenie zakłóca i przeszkadza stoikowi.

Może dlatego właśnie, przewidując i tę możliwość, pisze Pessoa także:

Wiara to instynkt działania.

Fernando Pessoa. Księga niepokoju. Przeł. M. Lipszyc. Izabelin: 2007. S. 242.

Działać to znaczy wierzyć. Wierzyć to mieć zakorzenienie w tym, co dla nas ważne. Kto wierzy, ten nie musi marzyć.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur