Koronawirus jako metafora życia – spostrzeżenia stoickie

Jeden z zaprzyjaźnionych stoików zasugerował mi, żebym kolejny wpis na blogu poświęcił histerii wokół koronawirusa. Jednocześnie, tego samego dnia, inny zaprzyjaźniony stoik zwrócił mi uwagę, że ludzie bagatelizują zagrożenie i że warto o tym napisać. Jak jest zatem? Ludzie reagują przesadnie czy niedosadnie?

Wydaje mi się, że i tak, i tak. Z jednej strony sporo ludzi, w nieracjonalnej obawie o swoje życie, panikuje. Z drugiej jednak strony, inni, motywowani wyłącznie własnym interesem, bagatelizują środki ostrożności i na przykład nie rezygnują z wyjazdu zagranicznego, mimo że wiedzą, iż znajdują się w grupie ryzyka. Ale w tym nie ma nic nowego – od zarania dziejów ludzi motywuje przede wszystkim strach i podnieta. Albo się boją, że coś utracą, na przykład życie – są przy tym tak bardzo skoncentrowani na sobie, że ten strach przesłania im wszystko inne, przekształcając się w panikę. Albo w podnieceniu gonią za swoimi upragnionymi celami, niby wabikami, które mają ten sam efekt, tyle że w inną stronę – zapatrzeni w przedmiot swoich pragnień nie dostrzegają zagrożeń, niby ćma lecąca w ogień.

Sądzę, że epidemia koronawirusa jest interesująca i znacząca z jeszcze innego powodu. Stanowi mianowicie przesłankę zrozumienia czy wręcz symbol naszego życia we współczesnym świecie, a właściwie w każdym świecie – po pierwsze w aspekcie globalizacji, po drugie w aspekcie przygodności. Oto zatem choroba, która rodzi się w jednym zakątku świata, przenika natychmiast w jego najodleglejsze rejony za sprawą powszechnej globalnej komunikacji, która nie zna niemal żadnych granic. Po drugie ta choroba ujawnia natychmiast sieć światowych powiązań – unieruchomiona linia produkcyjna w Chinach paraliżuje pracę fabryk w krajach na całym świecie, co wpływa następnie na giełdę w Nowym Jorku w sposób, który zatrważa maklerów. Przyjrzyjmy się z kolei przygodności – oto wydaje nam się, że wiedziemy uporządkowany i bezpieczny żywot, tak zdrowotnie, jak i zawodowo, podczas gdy w każdej chwili może się wydarzyć coś, co uruchomi ciąg zdarzeń, które nam to bezpieczeństwo odbiorą. Ostatecznie nasza cywilizacja to tylko krucha skorupka, a wszelkie poczucie bezpieczeństwa jest mniej lub bardziej iluzoryczne. Trzeba o tym pamiętać.

W szczególności pamiętajmy, że to nie świat daje nam poczucie bezpieczeństwa, schronienie i spokój ducha – to zagwarantować możemy sobie wyłącznie my sami. A osiągamy to między innymi na drodze zrozumienia i akceptacji faktu, że świata, w jego złożoności i nieprzewidywalności, nigdy kontrolować nie będziemy, wbrew cywilizacyjnej obietnicy czy iluzji. Bierzemy każdy dzień niczym dar, starając się go przeżyć jak najlepiej. To wszystko, na co mamy wpływ.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur