Egalitarny Istambuł

Cenię sobie słowo „Istambuł”, bo w przeciwieństwie do polskiego słowa „Stambuł” nacechowane jest jakimś wschodnim pierwiastkiem. Przedrostek „Ist”, który powstaje, kiedy wybierzemy słowo Istambuł kojarzy się z angielskim słowem „East”, czyli wschodem i za każdym razem, kiedy je wymawiam, lub słyszę, pojawia się w mojej głowie pewne skojarzenie. Dlaczego o tym piszę? Nie jest moim celem leczenie mych wschodnio-europejskich kompleksów, bo wszakże często słyszę, że pochodzę z „Eastern Europe”. Otóż chciałbym pokazać, jak nasze skojarzenia czasem konfrontują się z zastaną rzeczywistością i jakie ciekawe wnioski możemy wyciągnąć z tej konfrontacji. Podróże, nawet te służbowe, mogą być cennym źródłem rozważań naszej pozycji w świecie, naszej zależności od kultury, w której dorastaliśmy i przede wszystkim zrozumienia koncepcji wielości, która cechuje dzisiejszy świat.

Starożytne Bizancjum, cesarski Konstantynopol, sułtański Istambuł i w końcu republikańska metropolia. Spacerując po wąskich uliczkach Karaköy, obserwuję ogromne tankowce wpływające do cieśniny Bosfor. Widać tu na każdym kroku, jak wielka historia łączy się z nowoczesnością, jak religia skupiona wokół meczetów przenika się z codziennym laickim życiem dziejącym się w portowych restauracjach i wielkich centrach handlowych. Istambuł był w przeszłości stolicą czterech imperiów: Syryjskiego, Wschodniorzymskiego, Łacińskiego i Otomańskiego. Miasto po kolei było podbijane przez różnych władców, którzy starali się, jak tylko mogli, aby je zdominować i na stałe zapisać w umysłach swoich poddanych swoje boskie lub świeckie prawo do zasiadania na tronie. Ta wielokulturowość i wieloreligijność uderza na każdym kroku. Chyba najlepszym przykładem jest centralny zabytek i symbol miasta – Hagia Sofia. Kiedyś wybudowana jako świątynia, wraz z nadejściem władzy Konstanta zamieniona został w kościół. Po podboju Konstantynopola przez wojska sułtana zmieniona na meczet, aby w końcu po reformach Ataturka zostać udostępniona mieszkańcom oraz turystom w formie muzeum.

Wielonarodowość, wielokulturowość, multireligijność. Bezliczne przenikanie się idei, filozofii, tradycji duchowych. Wiele z nich skupionych wokół centralnego pytania człowieka: jak odnaleźć szczęście? Uważam, że podobnie mógł czuć się Marek Aureliusz, formułując swoją myśl w następujący sposób:

Jako cesarz jestem pierwszy w Rzymie, jako człowiek jestem równy wszystkim ludziom na świecie.

Nasza równość w świecie w stosunku do innych ludzi nie płynie tylko i wyłącznie z boskich czy ludzkich spraw, w których deklarujemy przymierze z innymi osobnikami naszej rasy. Płynie ona też z konieczności, w którą popycha nas wolność innych do samostanowienia i tworzenia własnych filozofii życiowych i ścieżek, którymi starają się podążać. Pomijając na chwilę nieuniknione konflikty, w które ludzkość popada, korzystając z tej wolności, ta niedoskonała zasada pluralizmu i egalitaryzmu filozoficznego (ale także moralnego czy religijnego) wydaje się niezwykle ważna do tego, aby zrozumieć sposób, w jaki definiujemy się my – współcześni stoicy. Jesteśmy, jak trafnie to ujął Tomasz Mazur, aksjologicznymi egalitarystami, tzn., że nie przedkładamy innych wartości i tradycji duchowych ponad nasze, jesteśmy otwarci na dialog, dyskusje i konstruktywną krytykę ze wszystkich stron.

stoicTa lekcja pokory, która płynie z takiej postawy, procentuje także w życiu zawodowym. Stanowiska, tytuły, trzy- czy czteroliterowe przedrostki przed imieniem (CFO, CEO, CIO) mogą sprawiać, że czujemy się wyjątkowi, szczególni, wybrani do pełnienia niezwykle ważnej funkcji. To często pułapka, droga donikąd i pożywka dla naszego ego. Przede wszystkim jestem człowiekiem, równym wszystkim innym, później opowiem ci o moich stanowiskach i pełnionych funkcjach. Warto o tym pamiętać. Nic nie działa na moje ego bardziej trzeźwiąco niż Istambuł. Myślę o tym, kiedy wsiadam na prom i wracam do hotelu. Kiedy łódź rusza, na twarzy czuję powiew rześkiego powietrza. Czy tak właśnie czuć wiatr historii płynący z tego wielkiego miasta? Nie, to chyba tylko zabłąkana bryza gdzieś z ujścia Morza Czarnego…

Komentarze

Autor:

Michał Wiśniewski