Współczesny popularyzator stoicyzmu William B. Irvine, podczas zjazdu stoików w Nowym Jorku cztery lata temu, powiedział, że nigdy jeszcze w historii ludzkości w jednym miejscu nie zgromadziło się tylu zwolenników stoicyzmu. Nigdy też stoicyzmu nie uprawiało tylu ludzi, co współcześnie.

Renesans stoicyzmu, rozumianego jako praktyka duchowa, jest dziś faktem bezsprzecznym. Obserwujemy go przede szybkim w krajach anglojęzycznych, w USA, Wielkiej Brytanii i Kanadzie, ale fala ta zaczyna rozlewać się na inne kraje Zachodu.

Jednak wraz z powszechnością pojawiają się zagrożenia w postaci spłycenia i wypaczeń tej filozofii. Zaraz okazuje się, że wiele osób wybiera sobie ze stoicyzmu tylko to, co jest dla nich wygodne, podając to następnie jako swoją wersję stoicyzmu, nie bacząc przy tym, że szereg innych ich przeświadczeń i zachowań z filozofią stoicką nie licuje. Zwrócił na to ostatnio uwagę włoski współczesny stoik, Massimo Piglucci, w artykule pt. „$toicism, Broicism, and StoicisM”, w którym punktuje kolejne trzy główne wypaczenia modnej recepcji stoicyzmu: stoicyzm menadżerski, militarny i męski.

Dlatego, kiedy ktoś nam poddaje jakąś zasłyszaną gdzieś myśli, sugerując jej stoicki rodowód, winniśmy w pierwszej kolejności zachować czujność i sprawdzić, czy przypadkiem nie zachodzi jedynie powierzchowne i przypadkowe powinowactwo. Stale koresponduję z wieloma współczesnymi mniej lub bardziej zaawansowanymi sympatykami stoicyzmu. Niedawno jeden z nich podrzucił mi sentencję, jaka mu przyszła do głowy po obejrzeniu głośnego przed paroma laty filmu „Incepcja” w reżyserii Christophera Nolana. Przytaczam tu fragment korespondencji z Tomaszem:

„(…) chciałem się podzielić pewnym bon motem, który przyszedł mi do głowy po obejrzeniu filmu „Incepcja”, a nawiązuje do stoickiej perspektywy kosmicznej: „branie życia zbyt serio jest niepoważne”. Może nie brzmi zbyt stoicko, ale jakoś mi się bardzo skleja z tym podejściem.”

Uważam, że w tym komentarzu Tomasz pod pewnym względem utrafił w sendo, ale to wymaga precyzyjnego uchwycenia kontekstu – nie można brać jego sentencji tak jak jest, bez wyjaśnienia. Po pierwsze podkreślmy, że w filmie, na który się powołuje, dystans do rzeczywistości bierze się z przeświadczenia o jej iluzorycznym charakterze, co stanowi motyw nie stoicki, lecz platoński. Stoicy byli materialistami i względnymi realistami, tj. wierzyli, że świat jest zasadniczo taki, jak nam się jawi. Ulegamy wprawdzie złudzeniom poznawczym i stereotypom, ale z tego, dzięki refleksyjnemu treningowi, można się jakoś wyzwolić.

Z drugiej jednak strony do istoty stoicyzmu faktycznie należy zdolność wypracowania sobie pewnego dystansu względem tak zwanej rzeczywistości zewnętrznej. Wiele osób właśnie z powodu tego dystansu zarzucało stoicyzmowi obojętność, a nawet oziębłość czy apatię. Tymczasem jednak dystans – i w tym tkwi pewien paradoks – jest dla stoika warunkiem zaangażowania. Właśnie dlatego że nie przejmuje się tym, co mu się zdarza i na co nie ma wpływu, może się zaangażować w to, na co ma wpływ, czyli jakim jest człowiekiem, a więc w kształtowanie swojej postawy i charakteru. W efekcie stoik bardzo poważnie traktuje życie, w tej jego części, na którą ma wpływ, umie natomiast być obojętny i zdystansowany względem tego, na co wpływu nie ma.

Dlatego trzeba by przerobić nieco sentencję Tomasza. Proponowałbym następującą jej wersję. „Traktowanie rzeczy od nas niezależnych zbyt serio jest niepoważne.” Albo: „Trzeba być serio w tym, żeby nie traktować rzeczy niezależnych zbyt serio.”