Dwie strony mocy a stoicyzm

Do kin weszła w zeszłym miesiącu kolejna, podobno ostatnia, część sagi „Gwiezdne wojny”. Od roku 1977, kiedy to miała miejsce premiera pierwszej części oryginalnej trylogii w reżyserii George’a Lucasa, jednym z dominujących motywów filmu była koncepcja mocy, która może przybrać dwie główne postaci, dobrą i złą, określane odpowiednio jasną i ciemną stroną mocy. Dzięki temu rozwiązaniu filmy serii mogły skupić się nie tylko na pokazywaniu efektownych scen walk w kosmosie, ale także na śledzeniu duchowych zmagań bohaterów obdarzonych dostępem do mocy.

Wielokrotnie już wskazywano obecne w filmie inspiracje filozofią Wschodu. Mistrzowie Jedi, obdarzeni mocą, uczyli adeptów, jak ją kontrolować, stosując przy tym liczne zapożyczenia z buddyzmu. Znacznie rzadziej wskazuje się na zapożyczenia z filozofii starożytnej tradycji zachodniej. Tymczasem są one dość oczywiste.

Czytaj także: Stoicyzm “Gwiezdnych wojen” >>>

Zwróćmy w pierwszej kolejności uwagę na sam ontologiczny status mocy. Antyczni stoicy głosili, że świat stanowi jednorodną całość składającą się z dwóch składników, biernej materii i czynnej siły, czyli energii, która tej materii nadaje wszystkie jej postaci. Energię tę określali stoicy mianem pneumy (pierwotnie po starogrecku termin ten oznaczał tchnienie), ale także mianem logosu, czyli rozumu. Sądzili bowiem, że przenikająca wszechświat energia ma w jakimś sensie charakter rozumny, będąc odpowiedzialna za ład i strukturę otaczającej nas rzeczywistości. Cechą charakterystyczną tej wizji jest to, że energia jest obecna w każdej rzeczy, w każdej drobinie materii, gwarantując jej spoistość i trwałość. Można więc powiedzieć, że pneuma to moc, która utrzymuje istnienie wszystkich bytów oraz równowagę między nimi.

W stoickiej sztuce życia moc przejawia się pod postacią działania woli i specyfiki charakteru. Podstawowy, obecny w każdym człowieku instynkt życia może obrać dwa różne kierunki, dwie różne strony: rozumną i nierozumną. W tym pierwszym przypadku człowiek zyskuje równowagę wewnętrzną, poczucie sprawczości we własnym życiu, głębokie zadowolenie. W drugim przypadku nasza naturalna, organiczna moc przyjmuje mroczną, zaburzoną postać, to znaczy objawia się za pośrednictwem skrajnie silnych stanów emocjonalnych, miotających człowiekiem na wszystkie strony.

Uważam, że zjawisko mocy, wizja posiadania mocy, uzyskania dzięki niej nowych możliwości pełniejszego i bardziej efektywnego życia, jest jedną z najważniejszych ludzkich aspiracji. Jeżeli dodamy do tego koncepcję ryzyka obcowania z mocą, tj. że może ona przybrać tak pozytywną jak i negatywną, niszczycielską postać, uzyskamy odpowiedź na sekret uniwersalnego przesłania „Gwiezdnych wojen”. Film stanowi jednak jednocześnie obraz zasadniczej porażki kultury Zachodu. Dokumentuje on bowiem to, że powszechne zainteresowanie i fascynację wzbudza jedynie moc, która daje władzę nad rzeczywistością, przejawiająca się między innymi nadzwyczajną sprawnością we władaniu laserowymi mieczami. Przymioty charakteru schodzą tu na dalszy plan.

Tymczasem moc ducha, o jakiej mówili stoicy, to siła władania swoimi myślami, postanowieniami, trwałością uczuć, stałością charakteru – trudno ukazać ją na ekranie kinowym, tym bardziej, że nijak ma się ona do życiowych porażek i sukcesów. Jedynym sukcesem stoika jest jakość działania jego woli, a nie to, czy udało mu się pokonać kogoś w walce na miecze. Taka siła jednak znajduje upodobanie w oczach gawiedzi. Dlatego spodziewam się, że prędzej powstanie jeszcze niejedna trylogia wokół motywu „Gwiezdnych wojen” niż jeden powszechnie podziwiany film o duchowych wyczynach jakiegoś stoika.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur