Dlaczego pracujemy?

Dlaczego pracujemy? Oto jedno z najważniejszych pytań, jakie może stawiać sobie współczesny człowiek i jednocześnie takie, które jest nieobecne w naszym codziennym myśleniu. A przecież to prawdziwy fenomen na skalę globalną.

Co sprawia, że codziennie rano setki milionów ludzi na całym świecie wstaje rano i kieruje swoje kroki do miejsca, gdzie spędzi przynajmniej 8 najbliższych godzin? Co to za siła, która pozwala nam znosić codziennie trudy dojazdów, stania w korkach, obcowania z ludźmi, których czasem nie jesteśmy w stanie znieść, i wykonywania poleceń osób, których często nie szanujemy. Czy to strach przed utartą pracy i wylądowaniem na bruku? Czy to konieczność, bo tak potoczyło się nasze życie? Czy to może chciwość? Chęć konsumowania i kupowania coraz to nowych usług i przedmiotów, które podsuwa nam współczesna popkultura? A może chodzi o odpowiedzialność za siebie i za naszych najbliższych? Jesteśmy wszak dorośli i tak staramy się postępować. Mamy kredyty do spłacenia, piętrzące się koszty utrzymania naszych dzieci itd. Myślę, że odpowiedź na pytanie, dlaczego pracujemy, jest bardziej skomplikowana, często unikalna dla każdego z nas, ale zawsze kluczowa do zrozumienia tego, w jaki sposób tworzymy sobie obraz nas samych i wyobrażamy sobie, kim chcielibyśmy się stać.  

 

Praca stała się współcześnie dominującą wartością w naszym życiu. Poświęcamy jej z reguły jedną trzecią część (czasem więcej, czasem mniej) naszego świadomego dnia. Do tego dochodzą dojazdy, jeżeli ktoś nie ma komfortu pracowania zdalnie, nadgodziny, dyżury, „zamknięcia” miesiąca, kwartału, roku, ale także wyjazdy służbowe i spotkania integracyjne, kursy rozwijające nasze kompetencje zawodowe, nauka języków itd. Nihil novi. Współczesny model pracy jest narzucany przez model ekonomiczny, który dominuje w naszym kraju. Wszak żyjemy w państwie, które działa w oparciu o gospodarkę wolnorynkową, a osoby, które urodziły się po roku 90., zbliżają się już do „trzydziestki”, zakładają rodziny i robią kariery, nie pamiętają, nie doświadczyły tego, że można pracować inaczej. Ale przecież nie zawsze tak było.  

 

Weźmy np. drogich memu sercu rzymskich stoików. Praca w antycznym Rzymie uchodziła za zachowanie nieprzystające prawemu mężowi, aby nie powiedzieć, że była czynnością hańbiącą. Filozofowie, nauczyciele stoicyzmu z tamtego okresu należeli bardzo często do bogatej arystokracji. Seneka Młodszy, Muzoniusz Rufus, Lucjusz Kornutus. Ba! Seneka był swego czasu jednym z najbogatszych ludzi żyjących w Imperium Rzymskim, a Marek Aureliusz jako cesarz także nie należał do biedaków. Z kolei Cyceron, wzięty adwokat, utrzymywał się ze spadków, które zapisywali mu klienci jego „kancelarii”. Wszystkich ich łączyło posiadanie majątku i zamiłowanie do działalności publicznej. Jako przedstawiciele klasy arystokratycznej mieli czas i środki, aby wieść życie stoika. Oczywiście umożliwiał im to w dużej mierze fakt, że posiadali oni wszyscy niewolników, którzy wykonywali za nich szereg obowiązków. Nomen omen najwięcej do rozwoju późnego stoicyzmu wniósł nie kto inny, jak rzymski niewolnik – Epiktet. I tak żaden z przywołanych stoików (oprócz Epikteta, który potwierdza tylko regułę) nie zajmował swoich myśli wykonywaniem czynności, dzięki którym mógł zapewnić sobie przetrwanie. Filozofia, kariera polityczna, pomnażanie bogactwa czy prowadzenie wojny z barbarzyńskim plemionami na peryferiach Imperium? O tak! Oto czynności godne szanującego się obywatela. Ale praca? To zadanie dla niewolników i pracowników najemnych w gospodarstwach rolnych. 

 

I tak oto, model pracy wielokrotnie ewoluował przez następne 2000 lat, kreśląc fascynującą opowieść na kartach podręczników filozofii, ekonomii i historii. Wiek XVIII i XIX przyniosły nam rewolucję przemysłową i społeczeństwo podzielona na klasy, gdzie najuboższe stany zmuszono do pracy w niezwykle trudnych warunkach. Przez następne dziesięciolecia ruchy robotnicze, związkowe, sufrażystki walczyły o godne warunki pracy i systematycznie skracały dzień, jaki nasi przodkowie spędzali w pracy, aż doszliśmy do współczesnych 8 godzin. Na skraju drugiej dekady XXI wieku nasz stosunek do pracy uległ znaczącej zmianie, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oto historia niepostrzeżenie zatoczyła koło. Możemy bowiem obserwować nową klasę arystokracji, prawdopodobnie ok. 1% całości społeczeństwa: celebrytów, artystów, znanych dziennikarzy, właścicieli firm i odziedziczonych majątków, którzy nie muszą pracować w takim znaczeniu tego słowa, jak robi to 99% pozostałych osób. Mogą utrzymywać się z inwestowanego kapitału, tantiem, kontraktów reklamowych, sprzedaży własnej wartości intelektualnej. Co ciekawe, to właśnie grono tych osób najczęściej obecnie karmi nas różnego rodzaju literaturą poradnikową, sprzedając nam sposoby na udaną karierę, sylwetkę, życie i związki. Ale to temat na inną dyskusję.  

 

A więc Drogi Czytelniku, jeżeli podobnie jak ja, zaliczasz się do 99% naszego społeczeństwa i codzienna pobudka do pracy jest w Twoim przypadku nie tylko kwestią wyboru, ale koniecznością, być może jesteś ciekawy, jaką stoicy wypracowali odpowiedź na pytanie: dlaczego pracujemy? Zaskoczę Cię, według mnie poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie nie ma sensu. Moja motywacja wydaje się oczywista, pracuję, ponieważ jestem świadomym członkiem życia społecznego i jako taki mam obowiązek utrzymać moją rodzinę i siebie oraz płacić podatki. Nie chcę zaprzątać sobie tym głowy, bo oto jest ważniejsze pytanie: jak wykonuję swoją pracę? Jako stoik zgadzam się na pewien nieobliczalny czynnik, który nawet wbrew moim intencjom, kieruje moją karierą zawodową. Nazywam to losem. Taki stosunek do poczucia braku kontroli stoicy często nazywali umiłowaniem losu, amor fati. Jestem przekonany, że takie myślenie uwalnia mnie od sporej liczby problemów, które mają moi współpracownicy: pewne zafiksowanie na własnej karierze, roztrząsanie, czy rozwija się ona w odpowiednim tempie, czy obecne miejsce pracy dostarcza mi wystarczającej satysfakcji i daje mi poczucie szczęścia itd. W tym samym czasie jako stoik, mogę skupić się na tym, czy dobrze wykonuję swoje obowiązki? Zadaję sobie za to pytanie: czy realizuję powierzone mi zadanie sumiennie i w sposób, jakiego sam bym oczekiwał od pracownika? To subtelne przesunięcie punktu ciężkości z dlaczego na w jaki sposób sprawia, że zmienia się nasz cały stosunek do pracy. Wiem, Drogi Czytelniku, co chcesz teraz powiedzieć. Na Twoje usta ciśnie się zdanie: OK, wszystko pięknie, ale przecież tak się nie da zrobić kariery! Karierę trzeba najpierw wyśnić, później skrupulatnie zaplanować i na końcu zrealizować, nawet idąc po trupach! Uważam, że jest też inny sposób, aby osiągnąć sukces we współczesnym korpoświecie. Ale zrozumiałem to dopiero, kiedy po raz pierwszy zostałem szefem niewielkiego zespołu. W krótce do tego powrócę. A teraz posłuchaj, jakie mam dla Ciebie zadanie.  

 

Ćwiczenie dla Ciebie: Zadawaj sobie często pytanie, dlaczego pracujesz? Czy odpowiedź na nie jest dla Ciebie ważna, sensotwórcza? Czy to, jaką pozycję masz w pracy budzi w Tobie przyjemne uczucie? Czy karmi Twoje ego? A może poszukaj drogi stoika i skup się na kwestii, jak wykonujesz swoją pracę? Nawet jeżeli budzi to na razie w Tobie wątpliwości. Nie musisz podawać odpowiedzi już teraz. Niech to pytanie wraca do Ciebie i w Tobie pracuje. Rozmyślaj o tym i uważnie badaj swoje motywacje. Zapisuj swoje przemyślenia i rozmawiaj na ten temat z najbliższymi oraz innymi stoikami.    

Komentarze

Autor:

Michał Wiśniewski
Michał Wiśniewski