Dlaczego jesteśmy tak zestresowani…

Wedle wielu współczesnych badań stres jest jedną z największych bolączek współczesnego człowieka. Generuje go środowisko pracy, ale także nasz styl życia i codzienna rzeczywistość. Dlaczego tak się dzieje? Czy można tego niebezpiecznego zjawiska uniknąć? A może znaleźliśmy się w pułapce współczesności, gdzie tempo zmian, zalew informacji, konieczność stałego przystosowywania się do nowoczesnych rozwiązań technologicznych, wszystko to razem w sposób nieuchronny generuje stres, który musimy wobec tego zaakceptować i nauczyć się jakoś z nim żyć?

Trudno na te wszystkie pytania odpowiedzieć w krótkiej formie, jaką jest blog. Zamiast tego zastanowię się nad podmiotowymi warunkami, które występowanie zjawiska stresu umożliwiają. Czujemy coś, w tym przypadku stres, bo w określony sposób postrzegamy siebie i otaczający nas świat. Właśnie pewne elementy naszego myślenia o sobie i świecie sprawiają, że zjawisko stresu okazuje się praktycznie nieuniknione. Widzę trzy takie elementy.

Pierwszym elementem jest coś, co nazywam zewnętrznym projektowaniem. Współczesny człowiek nie myśli o swoich celach w kategoriach tego, jakim człowiekiem mógłby się stać, ale w kategoriach tego, co mógłby osiągnąć i w czego posiadanie wejść. Nasze cele lokalizujemy przede wszystkim w rzeczach zewnętrznych, tj. w statusie majątkowym, zawodowym i społecznym. Liczy się dla nas nie to, kim jesteśmy, ale jaką pozycję osiągamy i utrzymujemy w tych trzech obszarach. Ponieważ zaś ta pozycja nie jest całkowicie od nas zależna, bo mają na nią wpływ okoliczności zewnętrzne, chociażby w postaci zachowania innych ludzi, niepewność osiągnięcia ważnych dla nas celów staje się pierwszym warunkiem stresu.

Człowiek projektuje siebie na zewnątrz i to jest pierwszy powód niepokoju. Jednak to jeszcze nie wystarcza, żeby pojawiło się zjawisko stresu. Nawet cele zewnętrzne można przyzwoicie zaplanować, przygotować się na możliwe przeciwności, wytrwale dążyć do ich realizacji, zabezpieczając się przed przejściowymi trudnościami. W tym miejscu, jako drugi warunek stresu występuje nieprzewidywalność środowiska, w którym pracujemy i żyjemy. Świat zmienia się bardzo szybko, ludzie postępują wedle bardzo odmiennych scenariuszy, trudno nam przewidzieć ich zachowanie. Naszym problemem staje się zatem nie to, że napotkamy przeszkody, ale że nie wiemy jakie. Nie możemy się więc na nie dobrze przygotować.

Te dwa czynniki, razem wzięte, są już przyczyną stresu. Jednak jego intensywność i powszechność pogłębia jeszcze jeden czynnik, mianowicie nadmiar i rozbieżność wartości (priorytetów). Żyjemy w świecie bogactwa możliwych form realizacji, spełnień, aspiracji, marzeń i pragnień. Dawniej człowiek miał skromną liczbę dość powszechnych priorytetów, współcześnie nieustanie zalewają nas nowe wizje i możliwości. Jesteśmy rozdarci, nie chcąc zaakceptować konieczności rezygnacji ze znacznej ich części. Cokolwiek osiągamy i zyskujemy, zawsze jednocześnie, dokładnie w tej samej chwili, nie osiągamy i nie zyskujemy czegoś innego. Nigdy nie możemy po prostu osiągnąć ukojenia – każde ukojenie to jedynie zaczerpnięcie oddechu, szybkie odhaczenie punktu na liście.

Wydaje mi się, że właśnie te trzy czynniki, nakładając się na siebie, odpowiedzialne są za powszechność i intensywność doświadczenia stresu, czyli napięcia wywołanego stałymi trudnościami w osiąganiu ważnych dla nas celów. Czy można to odmienić? Uważam, że odpowiednio zinterpretowany i trenowany stoicyzm zmienia nasz sposób postrzegania i myślenia o sobie, dzięki czemu skutecznie redukuje zjawisko stresu.

Dlatego też wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam na warsztaty stoickie poświęcone właśnie pracy nad doświadczeniem stresu.

Sprawdź teraz

 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur