Czym jest szczęście według stoików?

Byłem niedawno w Łodzi na niezwykłej imprezie, mianowicie na Igrzyskach Wolności. Głównym powodem wizyty był wieczór promocyjny mojej książki „Zakazana historia filozofów”. Jakkolwiek książka nie jest ściśle stoicka w przesłaniu, spotkanie zorganizowane było pod ogólnym hasłem „Czy tylko stoicyzm nas uratuje?” – organizatorzy Igrzysk Wolności uznali, że w obliczu wyzwań i trudności, przed jakimi stajemy jako kraj, naród i cywilizacja, warto porozmawiać o stoicyzmie jako swego rodzaju remedium czy formie ratunku. 

Spotkanie było bardzo udane. Przygotowując się na nie, pomny niezliczonych spotkań, jakie już w związku ze stoicyzmem odbyłem, nie spodziewałem się pytania, które mogłoby mnie czymś zaskoczyć. A jednak takie pytanie pojawiło się. Po tym, jak już prowadząca spotkanie wyczerpała tematy, które miała przygotowane, i udzieliła głosu zgromadzonej publiczności, pewien zażywny mężczyzna po pięćdziesiątce poprosił o mikrofon i zadał mi pytanie poważnym głosem: „Czym jest szczęście według stoików?”. 

Zazwyczaj spotykam się z pytaniami bardziej konkretnymi, szczegółowymi, dotyczącymi jakiegoś specyficznego aspektu czy zastosowania stoicyzmu bądź filozofii. Wokół takich też kwestii krążą zazwyczaj moje myśli. Rzadziej jednak sięgamy do pytań najbardziej fundamentalnych, z których dopiero, niczym gałęzie z pnia, wyrastają wszystkie szczegółowe zagadnienia. Stąd też, kiedy naraz takie pytanie usłyszałem, zrazu odczułem pewne dziwne zakłopotanie. Odpowiedź była dla mnie tak oczywista, że bardzo rzadko ją rozważałem i sam sobie w myślach przepowiadałem, wobec czego w obliczu pytania nie byłem pewien, jak właściwie tę oczywistość w prosty i przystępny sposób wyrazić. 

Po chwili namysłu więc i nieco zrazu klucząc, udzieliłem zadowalającej, jak mi się zdaje, odpowiedzi. Jednak doświadczenie to przypomniało mi o ważnej stoickiej zasadzie, że praktykowanie stoicyzmu nie polega wyłącznie na borykaniu się z codziennymi konkretnymi wyzwaniami, ale że wymaga także regularnego sięgania do zagadnień i założeń najbardziej podstawowych, które trzeba sobie niejako stale odświeżać. Nie dość, że dzięki temu zagadnienia te stają żywiej w naszej pamięci, stając się przy tym bardziej podręczne, ale także, o czym pouczali często antyczni stoicy, zyskują moc oddziaływanie na wyobraźnię i motywację w obliczu bieżących wyzwań. 

Dla mnie obecnie najbardziej aktualnym i poręcznym wyjaśnieniem istoty szczęścia według stoików będzie zatem następujący opis: 

Szczęście jest to całościowy stan organizmu, który odczuwamy jako radosną gotowość do podjęcia wszelkich wyzwań, jakie nam danego dnia zgotował los. Do osiągnięcia tego stanu niezbędna jest dyscyplina myślenia wyzwalająca nas z pozycji zakładników narzuconych nam przez ewolucję i wychowanie irracjonalnych aspiracji i lęków oraz nakierowująca nas na ważne dla nas cele. Podstawowym składnikiem tak rozumianego szczęścia jest witalna energia, jaką dysponujemy jako istoty żywe – jej formą wyjściową jest instynkt przetrwania i ochrony siebie, zaś formą docelową jest uważne skupienie na jakości działania tu i teraz, a nie na możliwości osiągnięcia pożądanego celu. Każdy cel jest z tej perspektywy jedynie pretekstem do niosącego radość zaangażowania. 

Co Wy na taką definicję? 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur