Bardziej stoickie Święta Wielkanocne

Parę lat temu udzieliłem wywiadu do świątecznego (w tamtym wypadku akurat bożonarodzeniowego) wydania ilustrowanego miesięcznika „Zwierciadło”. Tytuł brzmiał: „Ze stoickim spokojem przy świątecznym stole. Radziłem wówczas czytelnikom, jak poradzić sobie po stoicku z różnymi trudnymi emocjami, które nieraz nam towarzyszą podczas świątecznych zjazdów rodzinnych.

Sądzę, że te porady miały dość paradoksalny, jeśli nie przewrotny charakter: oto stoik radzi chrześcijanom, jak zachować spokój podczas jednych z najważniejszych świąt chrześcijańskich. Jeżeli chrześcijanin nie uświadamia sobie, że Boże Narodzenie czy w tym wypadku Wielkanoc to czas refleksji i spotkania z Bogiem, jeśli takiego ducha nie potrafi z siebie wykrzesać, to czy nie oznacza to kryzysu jego duchowości? Nie stoika rad tu trzeba, lecz kaznodziei.

Dlatego dzisiaj chcę postawić inne pytanie. Czy zdeklarowany stoik będzie podczas spotkania wielkanocnego z chrześcijanami doświadczał i szukał czegoś zasadniczo innego od nich?

Zwróćmy po pierwsze uwagę, że wiosenne przesilenie zawiera w sobie symbolikę wspólną dla wielu tradycji duchowych. Oto przesilenie, od tej pory będzie ubywać nocy, a przybywać dnia, czyli światła. Doczekaliśmy się więc przełomu w stronę światła, a zatem rodzi się nadzieja. Dla mnie, jako stoika, ten moment w roku symbolizuje fenomen równowagi w otaczającym nas świecie, czasy ciemności się kończą, wraca światło, zgodnie z odwiecznym porządkiem. Bo w kosmosie jest rytm, ład, odwieczne zasady ‒ jest coś, jakaś siła, która to wszystko gwarantuje.

Wprawdzie więc stoicy byli materialistami, na przykład Seneka pisze nawet:

Bo czymże innym jest duch, jak nie znajdującym się w pewnym stanie powietrzem?

[Seneka. Listy moralne do Lucyliusza. Przeł: W. Kornatowski. List L.]

Jednak głosili jednocześnie istnienie pierwiastka boskiego, a Seneka uważany jest za jednego z najbardziej religijnych rzymskich stoików. Oto w innym miejscu pisze:

Rozum zaś nie jest niczym innym, jak zasadzoną w ludzkim ciele cząstką ducha boskiego.

[Seneka. Listy moralne do Lucyliusza. Przeł: W. Kornatowski. List LXVI.]

Albo jeszcze:

Nie trzeba wznosić rąk ku niebu ani błagać stróża świątyni, by pozwolił nam zbliżyć się do samego ucha posągu ‒ jak gdybyśmy mogli być wtedy łatwiej wysłuchani przez bóstwo: Bóg jest w pobliżu ciebie, jest On z tobą, jest w tobie samym. Powiadam ci, Lucyliuszu: przebywa w nas święty duch, który widzi i pilnuje wszystkich naszych złych i dobrych uczynków.

[Seneka. Listy moralne do Lucyliusza. Przeł: W. Kornatowski. List XLI.]

Stoicy wierzyli, że zasada podtrzymująca świat ma charakter materialny, tym niemniej jest w niej coś boskiego, świętego. I ta zasada przenika cały kosmos, rezyduje także w człowieku, przejawia się zwłaszcza w jego zdolności rozumowania. Wszelkie świąteczne okazje są dla stoika dobrym pretekstem, by tę zasadę pielęgnować i oddawać jej hołd. Niech stoik szuka w święta skupienia i wyciszenia, niech uczci należycie tę niezwykłą siłę przenikającą świat i sprawiającą, że on się nie rozpada, że wszystko toczy się w nim wedle tych samych odwiecznych praw. Tutaj stoik może spotkać się z chrześcijaninem i porozmawiać o tej zasadzie, tak jak przeszło dwa tysiące lat temu św. Paweł rozmawiał ze stoikami na Areopagu, która to rozmowa znacząco oddziałała na kształtowanie się teologii katolickiej, w szczególności zaś na teorię prawa naturalnego.

Dość na koniec powiedzieć, że to dla stoików, na przykład Chryzypa, tworzącego ponad dwieście lat przed Chrystusem, słowo to… stan ducha, a duch to stan ciała. W ten sposób słowo staje się ciałem.

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur