Kobiety i mężczyźni na skraju załamania nerwowego, czyli “Atak paniki” okiem stoika

W 2011 roku amerykański dziennikarz Dan Harris przeżył coś, co na stałe zmieniło jego sposób postrzegania rzeczywistości. W trakcie swojego wystąpienia na żywo na antenie ogólnokrajowej telewizji ABC News, widzowie mogli zobaczyć, jak dziennikarz walczy, ale nie może poradzić sobie ze stresującą sytuacją, w jakiej się znalazł. Doświadczony psycholog lub terapeuta przypatrujący się tej scenie od razu rozpoznałby w jego zachowaniu objawy typowe dla ataku paniki: drżący głos, chaotyczną gestykulacją i zamglony wzrok. Swoje doświadczenia dziennikarz opisał kilka lat później w bestsellerowej książce „10% Happier”.

Sytuację, która przytrafiła się Harrisowi (którą możecie odszukać na YouTubie), mógłby też umieścić w swoim najnowszym filmie reżyser Paweł Maślona. Jego „Atak paniki” od piątku gości na ekranach kin. Reżyser, dla którego jest to pełnometrażowy debiut, zrobił sporo zamieszania tym obrazem na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Film był niezwykle żywo komentowany, a Magdalena Popławska za swoją brawurową kreację niestabilnej emocjonalnej pisarki, zgarnęła Złote Lwy za najlepszą rolę drugoplanową.

Źródło: Dystrybutor

“Atak paniki” to pięć zazębiających się historii, w których obserwujemy ludzi pogubionych, uzależnionych, albo po prostu mających problem z asertywnością i generalnie własnymi emocjami. Film rozpoczyna się od samobójstwa chłopaka, który strzela sobie w usta, w ten sposób kończąc transmitowany na żywo podcast. Jego śmierć staje się przyczynkiem do wydarzeń, w które zostaną wciągnięci pewna aspirująca gwiazda sex kamerek, jej brat, kelner uzależniony od gier MMO oraz całe grono innych ludzi.

Reżyser umiejętnie wprowadza kolejne osoby w swojej opowieści, prowadząc je wszystkie do oczyszczającego emocjonalnie katharsis, które odbywa się w trakcie wesela dwójki bohaterów. Żywe, świetnie zagrane postaci (szczególne brawa należą się wspomnianej wcześniej Magdalenie Popławskiej i Arturowi Żmijewskiemu) to ogromny plus filmu. Niestety nie mogłem się uwolnić od wrażenia, że reżyser i scenarzystka (Aleksandra Pisula, gra także jedną z głównych ról) trochę na sile chcą pokazać, jak najwięcej skrajnych sytuacji na ekranie. Cierpi na tym fabuła, która „rozłazi się” na kilka płaszczyzn czasowych. Film mógłby być prawdziwym majstersztykiem, gdyby akcja, wzorem innych produkcji tego typu, zamknęła się w 24h, a finał połączył wszystkich bohaterów w jednym miejscu. Szczególnie wątek weselny budzi jednoznaczne skojarzenia z hiszpańską produkcją „Dzikie historie”. Trzeba natomiast przyznać, że w przeciwieństwie do hiszpańskiego filmu, sytuacje, w jakich znaleźli się polscy bohaterowie, mogą przyprawić nie tylko o rozbawienie, ale czasem i o gęsią skórkę. W jednym z wywiadów reżyser opowiada, jak po premierze filmu w Gdyni podchodziło do niego mnóstwo ludzi, którzy odnaleźli w tym filmie problemy z własną sferą emocjonalną. Czyżby film, w przerysowany sposób, ale jednak uchwycił ducha naszych czasów?

Wspomniany we wstępie Dan Harris, nie mogąc poradzić sobie ze swoimi stanami lękowymi i wewnętrznym głosem, który nieprzerwanie zmuszał go do podnoszenia sobie poprzeczki (co w efekcie doprowadziło go także do pracoholizmu), postanowił zadziałać i pomóc sobie w dość nietypowy sposób. Rozpoczął regularną praktykę medytacji, które po pewnym czasie pozwoliła mu odnaleźć równowagę, w efekcie czego wyrobił w sobie umiejętność utrzymywania dystansu do własnych emocji, świata i innych ludzi.

Myślę, że pod taką propozycją, w jaki sposób radzić sobie w wiecznie rozemocjonowanym i rozchwianym społeczeństwie, podpisałby się także współczesny stoik. I tak jak w przypadku technik Dalekiego Wschodu, my stoicy także jesteśmy wyposażeni w szereg narzędzi, które przy odpowiedniej praktyce i doświadczeniu mogą uchronić nas przed emocjonalną katastrofą. Jednym z ćwiczeń, które stoik może zastosować, kiedy poczuje, że może za chwilę utracić kontrolę, jest radykalna zmiana perspektywy. Chodzi o to, aby postawić własny umysł w sytuacji, która wytrąci go z “nakręcania się” i podziała kojąco także na układ limbiczny, który odpowiada za naszą rekcję emocjonalną. Jeżeli sytuacja, w której się znalazłem, doprowadza mnie do wściekłości i czuję, że za chwilę wybuchnę, mogę spróbować stanąć z boku i popatrzeć na siebie z innej perspektywy – np. upływającego czasu. Jak sceneria, w której jestem, będzie wyglądać za 24h? A jak za tydzień, miesiąc? Za rok? A jak za 10 lat? Czy ktoś jeszcze będzie pamiętał tę kłótnię, w której niechybnie wezmę udział? Czy to, czym się tak emocjonuję, będzie dla mnie jeszcze ważne? Czasami odpowiednio przedstawiona i zwizualizowany perspektywa może sprawić, że nasz umysł weźmie ten stan za bliski rzeczywistemu, podziała sam na siebie i uspokoi nasze reakcje emocjonalne. Jeszcze dwa – trzy głębokie oddechy i czuję, że znów odzyskuję kontrolę. Widmo wybuchu oddala się. Tak ćwiczy stoik, nie zawsze to mu się udaje, ale wie, że zawsze ma możliwość wyboru, jaka będzie jego reakcja w określonej sytuacji.

Jeżeli film Pawła Maślony jest czymś więcej niż tylko zbiorem zabawnych lub strasznych sytuacji, to wygląda na to, że nasza teraźniejszość dostarczać nam będzie nieprzerwanie nowych sposobności do ćwiczenia się.

Komentarze

Autor:

Michał Wiśniewski