Współczesna edukacja

Uczestniczyłem niedawno w konferencji prestiżowego międzynarodowego programu edukacyjnego IBO (International Baccalaureate Organization). W konferencji brali udział przedstawiciele szkół IB z całego świata (jest ich obecnie blisko 9 tysięcy), w sumie kilkaset osób.


Znawcy edukacji uważają IB za jeden z najbardziej innowacyjnych i nowoczesnych programów edukacyjnych. Jednak kiedy jeden z mówców plenarnych, Tony Wagner (autor poczytnych książek na temat innowacyjności), wygłosił żarliwe przemówienie, w którym stwierdził, że współczesna edukacja, nawet najlepsza, w zasadzie nie przygotowuje do wyzwań współczesnego świata, zdecydowana większość słuchaczy przyjęła to z aplauzem. Według najnowszych badań sześćdziesiąt procent absolwentów dzisiejszych uniwersytetów zatrudnia się na stanowiskach nieadekwatnych do ich wykształcenia.
Nawet więc administratorzy najbardziej zaawansowanego współczesnego systemu edukacyjnego przyznają, że szkoła, w swej obecnej postaci, zasadniczo nie nadąża za szybko zmieniającym się światem. Większość z nich uważa, że powinna się zatem szybciej modernizować, być bardziej elastyczna. Niektórzy podejrzewają jednak, podobnie jak ja, że szkoła jako koncepcja uległa wyczerpaniu.

Uważam, że współczesny świat edukacyjny zmierza raczej w stronę dwupoziomowego podziału. Na pierwszym poziomie widzę powszechne kilkuletnie szkoły podstawowe, rozwijające zestaw kluczowych kompetencji, takich jak liczenie, pisanie, czytanie i kompetencje społeczne. Na drugim poziomie widzę olbrzymi zbiór kursów, oferowanych przez różnorodne instytucje, z których każdy zorientowany jest na rozwój specyficznej umiejętności czy kompetencji, której akurat potrzebuje dany osobnik na swojej drodze kariery. Do tego drugiego celu nie potrzebujemy szkoły we współczesnym znaczeniu, ale raczej „kompetentatu”, czyli instytucji kształcącej odpowiednie kompetencje.

W takie myślenie bardzo dobrze wpisuje się renesans antycznych zachodnich szkół filozoficznych, w tym stoicyzmu. Stoicyzm rozwija szereg kluczowych dzisiaj kompetencji, jak: refleksyjność, myślenie w oparciu o wartości, zarządzanie emocjami, myślenie analityczne, uważność. Wyobrażam sobie, że za dwadzieścia, trzydzieści lat będziemy mieli w Polsce liczne stoickie (i im podobne: epikurejskie, sceptyckie itp.) „kompetentaty”, cieszące się tym samym prestiżem, co obecne szkoły średnie, czy studia policealne. Instytucje takie oferowałyby kursy zorientowane na rozwój konkretnych stoickich i filozoficznych kompetencji, udzielając oficjalnych certyfikatów, które absolwent kursu mógłby pokazać swoim potencjalnym pracodawcom, a dla których taki certyfikat mówiłby o człowieku więcej, niż dzisiaj mówi dyplom poświadczający zdanie matury.

Co wy na taką wizję. To fantazja czy możliwa przyszłość?

Działanie polityczne

Słowa polityka i polityczny należą do tej grupy pojęć, które, będąc powszechnie używane, są jednocześnie głęboko niejednoznaczne. Kiedy dyskutanci podczas debaty publicznej zarzucają sobie wzajemnie intencje polityczne, mało kto rozumie dzisiaj, co dokładnie mają na myśli, nawet nie jest pewne, czy to określenie ma w tym kontekście wydźwięk pejoratywny czy nie.

Dwudziestowieczny filozof polityki Carl Schmitt poszukiwał istoty polityki przez odniesienie jej do innych dziedzin, jak etyka czy estetyka. Wykazywał, że każda z nich rozwija się wokół kluczowych rozróżnień. I tak o ile dla etyki najważniejsze jest rozróżnienie na dobro i zło, dla estetyki na piękno i brzydotę, o tyle rozróżnieniem centralnym w polityce jest relacja między przyjacielem a wrogiem. Polityka to aktywność polegająca na definicji, kto jest naszym przyjacielem, a kto wrogiem, a następnie na ustaleniu, jak współpracować z tą pierwszą grupą i jak pokonać tę drugą.

Wiemy, że w starożytności rozumiano sferę polityczności całkiem odmiennie: jest to mianowicie zbiór działań mających na celu dobro ogółu. Dlatego na przykład Arystoteles uważał, że etyka jako nauka o dobru jest działem polityki. Jeżeli na przykład zdefiniujemy dobro jako zrealizowanie przez człowieka swojego potencjału (tak z grubsza możemy określić Platońską koncepcję dobra), to dobra polityka będzie oznaczała zbiór działań, które mają na celu wypracowanie takiego systemu stosunków społecznych, w których jak najwięcej ludzi będzie mogło zrealizować swój potencjał.

Nowożytne rozumienie polityki zaczyna się wraz z renesansowym myślicielem Niccolo Machiavellim, który zdefiniował politykę jako zbiór działań mających na celu zdobycie, a następnie utrzymanie władzy. O dobrej polityce mówimy wtedy, kiedy działania te okazują się skuteczne. Nauka o polityce (politologia) to z tej perspektywy poznawania metod gwarantujących tę skuteczność.

Oświeceniowe teorie umów społecznych zainaugurowały inny rodzaj myślenia o polityce, mianowicie jako o sztuce wypracowania konsensusu. Stanowisko to streszcza współczesny politolog Bernard Crick w W obronie polityki, gdzie sprowadza politykę do sztuki negocjacji. Każdy polityk reprezentuje jakąś grupę: jego rolą jest obrona interesów tej grupy, zrealizowanie ich na tyle, na ile to możliwe, w konfrontacji z interesami innych grup.

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach dochodzi do głosu jeszcze jeden wymiar polityki, wymiar, który tak silnie zawładnął umysłami polityków, że z funkcji środka do celu, jaką dawniej pełnił, awansował do funkcji celu samego w sobie. Tym nowym celem jest kreowanie dominującej narracji. Współcześni politycy używają nowoczesnej technologii i mediów w taki sposób, żeby wytworzyć i narzucić możliwie największej liczbie osób pewną wizję rzeczywistości, sposób myślenia i rozumienia świata, w ramach którego dogodnie jest im definiować i ustalać priorytety, ważne cele, wrogów i przyjaciół. Dobry polityk to o osoba całkowicie oddana przyjętej narracji, używająca słowa prawda jako synonimu dominującej narracji. Ujmując to krótko: polityka to sztuka panowania nad zbiorową świadomością.

Nie mówię tu jeszcze, że to dobrze, nie mówię, że źle. Po prostu zwracam na to uwagę.

Trzy podgatunki człowieka

Homo sapiens wykształcił się w toku ewolucji jako odrębny gatunek, wypierając po drodze (wedle wielu współczesnych teorii) neandertalczyka. Filozofowie, tacy jak Fryderyk Nietzsche, przewidywali, że także i homo sapiens w postaci, w jakiej go wciąż znamy, będzie musiał ustąpić pola kolejnym osiągnięciom ludzkiej i pozaludzkiej ewolucji. Przy czym Nietzsche postrzega ten proces przede wszystkim w kategoriach aksjologicznych – ten nowy gatunek, czyli w jego ujęciu nadczłowiek, ma być doskonalszy duchowo i mentalnie od swojego poprzednika.

Continue reading “Trzy podgatunki człowieka”