Cztery filary

Kiedy rozglądam się po pismach stoickich, dochodzę do wniosku, że tak jak epikurejczycy mają trzy główne tak zwane lekarstwa duchowe, podobnie stoicyzm opiera się na czterech podstawowych duchowych regułach, które praktykujący stoik stale sobie powtarza, stale do nich wraca, stale się w nich wprawia.

  1. Po pierwsze trzeba zaakceptować śmierć, pogodzić się z nią.
  2. Po drugie należy wyrzec się wszelkich pragnień, wszelkich oczekiwań.
  3. Po trzecie należy stale dążyć do czegoś, co uznaliśmy za ważne (hierarchia wartości).
  4. Po czwarte należy ćwiczyć dyscyplinę przyzwolenia, albo, jak określał to Marek Aureliusz, utrzymywać swojego demona w czystości.

Wydaje mi się, że te cztery reguły stanowią wyczerpujący fundament czy filary, wszelkiej praktyki stoickiej. Wszystkie inne techniki, przemyślenia i teorie następnie z tego wynikają.
Ale uwaga: dla stoika naprawdę ćwiczącego, te cztery rzeczy są naprawdę na serio, bez żadnych zabezpieczeń czy wątpliwości.

Trzeba więc naprawdę dążyć do całkowitego zaakceptowania śmierci jako nieodłącznego elementu życia własnego i innych. Stoik dąży do tego, by w obliczu śmierci własnej i bliskich mu osób zachować całkowitą pogodę ducha, bez udawania, bez taryfy ulgowej, bez kropli łzy, bez cienia żalu.

Trzeba naprawdę odrzucić wszelkie pragnienia, naprawdę niczego nie oczekiwać, nie spodziewać się, że coś mi się należy, że coś powinno mnie spotkać za moje trudy i wyrzeczenia. Jeśli raz zacznę tego pragnąć, już jestem zgubiony. Stoik nie chce pragnąć.

Trzeba zupełnie serio postawić sobie pytanie, co jest ważne i na tym budować swoją uczuciowość, przywiązanie, oddanie, a następnie niezłomnie dążyć, niczym się nie zrażając, nie dając się przestraszyć, stojąc na posterunku wybranej wartości, niczym żołnierz, spełniając się w tym wysiłku.

I trzeba wreszcie mieć zawsze czysty osąd sytuacji, umieć oddzielić to, co mi się przydarza, od tego, jak to oceniam, a przyzwalać zawsze wyłącznie na to, co na moje przyzwolenie (ze względu na moją hierarchię wartości) zasługuje. A tam, gdzie nie ma pewności, sąd trzeba zawiesić.

I to wszystko. Wszystko inne, jak powiedziałem, da się wywieść z tych czterech reguł.

Egalitarny Istambuł

Cenię sobie słowo „Istambuł”, bo w przeciwieństwie do polskiego słowa „Stambuł” nacechowane jest jakimś wschodnim pierwiastkiem. Przedrostek „Ist”, który powstaje, kiedy wybierzemy słowo Istambuł kojarzy się z angielskim słowem „East”, czyli wschodem i za każdym razem, kiedy je wymawiam, lub słyszę, pojawia się w mojej głowie pewne skojarzenie. Dlaczego o tym piszę? Nie jest moim celem leczenie mych wschodnio-europejskich kompleksów, bo wszakże często słyszę, że pochodzę z „Eastern Europe”. Otóż chciałbym pokazać, jak nasze skojarzenia czasem konfrontują się z zastaną rzeczywistością i jakie ciekawe wnioski możemy wyciągnąć z tej konfrontacji. Podróże, nawet te służbowe, mogą być cennym źródłem rozważań naszej pozycji w świecie, naszej zależności od kultury, w której dorastaliśmy i przede wszystkim zrozumienia koncepcji wielości, która cechuje dzisiejszy świat.

Starożytne Bizancjum, cesarski Konstantynopol, sułtański Istambuł i w końcu republikańska metropolia. Spacerując po wąskich uliczkach Karaköy, obserwuję ogromne tankowce wpływające do cieśniny Bosfor. Widać tu na każdym kroku, jak wielka historia łączy się z nowoczesnością, jak religia skupiona wokół meczetów przenika się z codziennym laickim życiem dziejącym się w portowych restauracjach i wielkich centrach handlowych. Istambuł był w przeszłości stolicą czterech imperiów: Syryjskiego, Wschodniorzymskiego, Łacińskiego i Otomańskiego. Miasto po kolei było podbijane przez różnych władców, którzy starali się, jak tylko mogli, aby je zdominować i na stałe zapisać w umysłach swoich poddanych swoje boskie lub świeckie prawo do zasiadania na tronie. Ta wielokulturowość i wieloreligijność uderza na każdym kroku. Chyba najlepszym przykładem jest centralny zabytek i symbol miasta – Hagia Sofia. Kiedyś wybudowana jako świątynia, wraz z nadejściem władzy Konstanta zamieniona został w kościół. Po podboju Konstantynopola przez wojska sułtana zmieniona na meczet, aby w końcu po reformach Ataturka zostać udostępniona mieszkańcom oraz turystom w formie muzeum.

Wielonarodowość, wielokulturowość, multireligijność. Bezliczne przenikanie się idei, filozofii, tradycji duchowych. Wiele z nich skupionych wokół centralnego pytania człowieka: jak odnaleźć szczęście? Uważam, że podobnie mógł czuć się Marek Aureliusz, formułując swoją myśl w następujący sposób:

Jako cesarz jestem pierwszy w Rzymie, jako człowiek jestem równy wszystkim ludziom na świecie.

Nasza równość w świecie w stosunku do innych ludzi nie płynie tylko i wyłącznie z boskich czy ludzkich spraw, w których deklarujemy przymierze z innymi osobnikami naszej rasy. Płynie ona też z konieczności, w którą popycha nas wolność innych do samostanowienia i tworzenia własnych filozofii życiowych i ścieżek, którymi starają się podążać. Pomijając na chwilę nieuniknione konflikty, w które ludzkość popada, korzystając z tej wolności, ta niedoskonała zasada pluralizmu i egalitaryzmu filozoficznego (ale także moralnego czy religijnego) wydaje się niezwykle ważna do tego, aby zrozumieć sposób, w jaki definiujemy się my – współcześni stoicy. Jesteśmy, jak trafnie to ujął Tomasz Mazur, aksjologicznymi egalitarystami, tzn., że nie przedkładamy innych wartości i tradycji duchowych ponad nasze, jesteśmy otwarci na dialog, dyskusje i konstruktywną krytykę ze wszystkich stron.

stoicTa lekcja pokory, która płynie z takiej postawy, procentuje także w życiu zawodowym. Stanowiska, tytuły, trzy- czy czteroliterowe przedrostki przed imieniem (CFO, CEO, CIO) mogą sprawiać, że czujemy się wyjątkowi, szczególni, wybrani do pełnienia niezwykle ważnej funkcji. To często pułapka, droga donikąd i pożywka dla naszego ego. Przede wszystkim jestem człowiekiem, równym wszystkim innym, później opowiem ci o moich stanowiskach i pełnionych funkcjach. Warto o tym pamiętać. Nic nie działa na moje ego bardziej trzeźwiąco niż Istambuł. Myślę o tym, kiedy wsiadam na prom i wracam do hotelu. Kiedy łódź rusza, na twarzy czuję powiew rześkiego powietrza. Czy tak właśnie czuć wiatr historii płynący z tego wielkiego miasta? Nie, to chyba tylko zabłąkana bryza gdzieś z ujścia Morza Czarnego…

Praca czy trud?

W dialogu O krótkości życia Seneka wyjaśnia:

„Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza niż umiejętność życia. Biegłych w innych umiejętnościach jest wszędzie wielu, niektóre z nich nawet młodzi opanowali do tego stopnia, że i sami mogliby innych nauczać. Żyć jednak trzeba się uczyć przez całe życie, a czym zapewne jeszcze bardziej się zdziwisz, przez całe życie należy się uczyć umierać.”

Seneka. O krótkości życia. Przeł.  L. Joachimowicz. Warszawa: 1998. S.  112 (VII).

Główną tezą całego tak zwanego dialogu (który w istocie jest wykładem) jest, że czas jest najważniejszym zasobem człowieka, podczas gdy większość ludzi jest tego faktu niemal całkowicie nieświadoma, marnotrawiąc go na wszelkie możliwe sposoby. Jednym ze sposobów marnowania czasu okazują się być, wedle Seneki, rozliczne zatrudnienia zawodowe i publiczne, poświęcanie się karierze, dążenie do zaszczytów, gromadzeniu majątku. Każde takie zaangażowanie określa on w tekście mianem pracy. Jak czytamy nieco dalej: Continue reading “Praca czy trud?”

Blog pisany później – Dziennik Podróży

 

Ogromne porty lotnicze zmieniające się w małe lotniska, to uczucie, kiedy nocą oglądam miasto po raz pierwszy z wnętrza taksówki, obrotowe drzwi otwierające się wprost na stanowiska uśmiechniętych recepcjonistek. Cicho sunące windy, zepsute czytniki kart magnetycznych, pokoje przypominające malutkie mieszkania z mikroskopijnymi barami i jednorazowymi kosmetykami, przyborami do czyszczenia butów, odzieży, a czasem i resztek świadomości…

Continue reading “Blog pisany później – Dziennik Podróży”