Ból – zły, nieprzyjemny… jaki jeszcze może się nam jawić?

Stoicy uważali, że ból nie tylko nie jest zły, ale też nie musi być przez nas uważany za nieprzyjemny.

Marek Aureliusz podaje przykład zadrapania podczas ćwiczeń gimnastycznych:

„W sali gimnastycznej i paznokciem nas kto zadrapie, i głową uderzy, a siniaka nabije. A przecież ani nie okazujemy niezadowolenia, ani nie obrażamy się, ani nie podejrzewamy go później, jakoby czyhał na nasze życie. Strzeżemy się wprawdzie przed nim, jednak nie jako przed wrogiem i bez ubocznego podejrzenia, ale spokojnie usuwamy się przed ciosami.”

Marek Aureliusz. Rozmyślania. Przeł. M. Reiter. 6. 20.

Istotą tego napomnienia jest dokonane przez stoików odkrycie, że nasz sposób doświadczenia bólu, zwłaszcza tego, jakie emocje w nas wywołuje, wynika z naszego nastawienia poznawczego. Atleta doświadczający bólu mięśni podczas ćwiczeń nie tylko nie uważa tego bólu za coś złego, nieprzyjemnego, co trzeba zaakceptować jako nieodłączny przykry aspekt treningu – jemu ból ten jawi się jako część pewnej całości, procesu, który postrzega jako przyjemny. Jeśli ból mięśni, a nawet siniaki i zadrapania mogę postrzegać jako coś przyjemnego, to prawda ta ma zastosowanie do każdego bólu. Wyłącznie nasza ocena, sposób postrzegania danego bolesnego doświadczenia sprawia, że dołącza się do niego odczucie nieprzyjemności i cierpienia.

Wobec tego można niebezzasadnie replikować, że są rodzaje bólu, jakich nie sposób uznać za część jakiejś większej wartościowej całości, a przez to jako coś przyjemnego. O ile więc jeszcze bolesny proces zdrowienia, kiedy mamy silne podstawy wierzyć, że do zdrowia przybliżamy się, można przez ten pryzmat przeżywać, o tyle już na przykład nagły atak bólu zęba, albo różne rodzaje cierpienia psychicznego, wywołane na przykład zaburzeniami o podłożu neurotycznym, nie mogą nam się jawić jako przyjemne. Odczuwamy wobec nich prosty odruch repulsji, pragnienie jak najszybszego pozbycia się ich, a je same widzimy jako wyłączne źródło skrajnie wręcz nieprzyjemnej udręki.

Wobec takiej argumentacji stoicyzm nie składa jednak zbyt łatwo broni. Stosując perspektywę kosmiczną i dystans względem własnych doświadczeń, stoik pracuje nad tym, żeby każdy stan i doświadczenie przeżywać jako część procesu natury, ruchu kosmosu, a przez to w pełni go akceptować. Boli nas coś, bo żyjemy. Na każdy ból można patrzeć jako na proces życia, wielkiego pulsowania kosmosu, w którym wszyscy uczestniczymy. Jako taki jest on elementem spektaklu. Nie przestaje nas od tego boleć, my nie przestajemy dążyć do usunięcia tego bólu (bo takie dążenie jest częścią naszej natury), ale jednocześnie możemy doświadczać satysfakcji, przyjemności uczestnictwa w ogromie cudownego procesu natury. Czasami dopiero ból wytrąca nas z banalnej obojętności i nieuważności na procesy natury.

Podejście to dobrze się sprawdza w odniesieniu do bólu fizycznego. Wobec bólu psychicznego należy zastosować jeszcze inny zabieg. Często towarzyszy nam taki ból, kiedy porzucamy jakiś uporczywy i szkodzący nam nawyk, jak palenie, spożywanie alkoholu, uzależnienie od oceny innych, albo od wewnętrznego krytyka. Praca nad zmianą nawyku to jednocześnie wychodzenie ze strefy komfortu – mogą temu towarzyszyć bardzo silne bóle psychiczne w postaci lęku, stresu czy podenerwowania. Naszym schematem jest postrzeganie tych stanów wyłącznie w kategoriach bólu i cierpienia. Tymczasem możemy zmienić nastawienie, porównując je do bólu mięśni. Wyobrażając sobie, że to coś dobrego, oznaka możliwego rozwoju i przemiany.

Realna zmiana w pracy nad charakterem i nawykami może się okazać niemożliwa, jeśli nie przygotujemy się na sporą nierzadko dawkę bólu wewnętrznego, zawczasu wyobrażając ją sobie jako pozytywny objaw zmiany. Jeśli będziemy uparcie przy tym obrazie obstawać, możemy nawet poczuć, że bólowi towarzyszy jednocześnie pewna satysfakcja, a nawet przyjemność, przyjemność samoprzezwyciężenia.

 

Komentarze

Autor:

Tomasz Mazur
Tomasz Mazur